Rozdział 2
Poczułam,
że leżę na czymś twardym. Otworzyłam oczy. Moje okulary
przeciwsłoneczne znikły, wraz z parasolem, ręcznikiem i... plażą.
Podniosłam się, a raczej usiadłam. Siedziałam na ławce, byłam
ubrana w dżinsy, podkoszulek i trampki. Nie wiedziałam co się
dzieje, przecież leżałam na plaży. Porwano mnie? Chciałam
zorientować się gdzie jestem. Jednak ulice i budynki wskazywały na
to, że to nie była Ustka. Ludzie mówili innym językiem.
Chodziłam po różnych ulicach. Wszędzie były posadzone średnie
liściaste drzewka . Sporo kobiet nosiło sukienki. To miejsce było
piękne! Pachniało świeżo pieczonymi bułeczkami. Pogoda była
słoneczna i przyjemna, a jednak nie było gorąco. Większość
budynków było białych. Ku mojemu zdziwieniu byli Murzyni,
Arabowie, Azjaci, Europejczycy. Musiało być to miasto turystyczne.
Zaczęłam
biegnąć truchtem do następnej ulicy i do następnej, i do
następnej. Byłam tak zdenerwowana, że nie rozglądałam się po
bokach, ani kto mnie otacza. Gdy przebiegłam spory kawałek,
zatrzymałam się, aby odpocząć. Postanowiłam znaleźć Polaków i
poprosić ich o pomoc. W tym momencie rozejrzałam się dookoła,
zdałam sobie sprawę jaka byłam ślepa. Wszędzie otaczały (no
prawie wszędzie) mnie sklepiki z pamiątkami. Każda koszulka miała
nadruk „I <3 Paris”.
No
tak byłam w Paryżu! Ogarnęło mnie szczęście, zawsze pragnęłam
pojechać do tego miejsca, a jednak strach, jak ja sobie tutaj
poradzę? Bez pieniędzy, domu i opanowania języka. A co gorsze, czy
zostałam porwana?! Jak tak to kiedy to się stało?!Terrorysta
pomyślał, że nie żyję i mnie pozostawił?! Ile już jestem w
Paryżu?! Co stanie się z moim domem w Ustce?! Choć byłam
szczęśliwa, to niepokój zwyciężył. Kto mnie porwał? Może ta
kobieta z plaży? Po co? Nie jestem wartościowa...
Nie
wiedziałam co robić. Chodziłam po ulicach... Okrążałam budynki
i do nich wchodziłam. Zauważyłam Policję (przynajmniej mam
nadzieję, że to ona), gdy byłam koło nich, chciałam się spytać
o pomoc, jednak zdałam sobie sprawę, że mnie nie zrozumieją...
Już odchodziłam, a mężczyzna rozbawiony spytał po angielsku:
-Turist?
Znając
trochę angielskiego odpowiedziałam:
-Yes.
- aby nie wypaść na idiotkę musiałam o coś spytać i pierwsza
myśl jaka mi przyszła to pytanie; gdzie jest metro? - Where is
metro?
-Ha
ha. - widocznie spodziewał się tego pytania. Wskazał palcem, na
schody prowadzące w dół, metro było niedaleko.
-Thank
you!
Pobiegłam
do metra, nawet sama nie wiem dlaczego, jakoś mnie tam gnało... To
był dobry wybór. Ujrzałam tam polaków! Mieli czapki
biało-czerwone, flagi i ubrania. Nie miałam się komu wyżalić, a
oni mnie zrozumieją (przynajmniej co mówię), a może nawet pomogą.
Pobiegłam do nich uradowana, w końcu zyskam jakąś pomoc:
-Witaj
ja nie wiem co się stało. Jesteśmy w Paryżu, tak? Ja leżałam na
plaży i, i... - nagle zdałam sobie sprawę, że mi nie uwierzą,
ale mówiłam dalej – I... Usnęłam i obudziłam się na ławce...
I nie ma moich rzeczy... Jestem ubrana w inne ubrania...
Wyraźnie
podekscytowany mężczyzna się spytał:
-Jak
ci na imię?
-Nina.
Mężczyzna
zaczął się cieszyć, skakać, śmiać się. Nadal uradowany zaczął
mówić:
-Ach
znowu mi się udało! Ty miałaś tutaj przybyć! To przeze mnie tu
się dostałaś! Chyba dobrze dobrałem ubrania? Tutaj wszyscy za
mną, mieli to samo. Choć ze mną, pokażę ci twój pokój, twoje
rzeczy już tam na ciebie czekają...
-Zaraz,
zaraz! Ale jakim sposobem się tu dostałam?!
-Ach
nie przedstawiłem się. Edvard Prine, a ci wszyscy Polacy są ze
mną. Dzięki mnie się tu dostałaś, już to mówiłem.
-Ale
jakim sposobem?!
-Nie
bądź wścibska, Nino... Dzięki magii.
-Czym?!
Magia nie istnieje!
-A
widzisz? Niby jakim sposobem w ciągu 5 min. się tu znalazłaś?
Choć do swojego pokoju.
-Ale...
To, to jest niemożliwe!!
-Ja
wiem. Wytłumaczę ci wszystko w domu. A teraz choć.
-Gdzie
idziemy?
-Do
domu. Nie będę ci mówił ulicy, bo i tak nie znasz Paryża,
prawda?
-Prawda...
- tak naprawdę, sama nie wiedziałam czy iść czy nie. W końcu go
nie znałam. Ale mówił przekonująco i jego radość zadawała się
prawdziwa... Zresztą jak mnie oszukał to przecież wyjdę z tego
domu, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz