środa, 5 grudnia 2012


Rozdział 2
Poczułam, że leżę na czymś twardym. Otworzyłam oczy. Moje okulary przeciwsłoneczne znikły, wraz z parasolem, ręcznikiem i... plażą. Podniosłam się, a raczej usiadłam. Siedziałam na ławce, byłam ubrana w dżinsy, podkoszulek i trampki. Nie wiedziałam co się dzieje, przecież leżałam na plaży. Porwano mnie? Chciałam zorientować się gdzie jestem. Jednak ulice i budynki wskazywały na to, że to nie była Ustka. Ludzie mówili innym językiem. Chodziłam po różnych ulicach. Wszędzie były posadzone średnie liściaste drzewka . Sporo kobiet nosiło sukienki. To miejsce było piękne! Pachniało świeżo pieczonymi bułeczkami. Pogoda była słoneczna i przyjemna, a jednak nie było gorąco. Większość budynków było białych. Ku mojemu zdziwieniu byli Murzyni, Arabowie, Azjaci, Europejczycy. Musiało być to miasto turystyczne.
Zaczęłam biegnąć truchtem do następnej ulicy i do następnej, i do następnej. Byłam tak zdenerwowana, że nie rozglądałam się po bokach, ani kto mnie otacza. Gdy przebiegłam spory kawałek, zatrzymałam się, aby odpocząć. Postanowiłam znaleźć Polaków i poprosić ich o pomoc. W tym momencie rozejrzałam się dookoła, zdałam sobie sprawę jaka byłam ślepa. Wszędzie otaczały (no prawie wszędzie) mnie sklepiki z pamiątkami. Każda koszulka miała nadruk „I <3 Paris”.
No tak byłam w Paryżu! Ogarnęło mnie szczęście, zawsze pragnęłam pojechać do tego miejsca, a jednak strach, jak ja sobie tutaj poradzę? Bez pieniędzy, domu i opanowania języka. A co gorsze, czy zostałam porwana?! Jak tak to kiedy to się stało?!Terrorysta pomyślał, że nie żyję i mnie pozostawił?! Ile już jestem w Paryżu?! Co stanie się z moim domem w Ustce?! Choć byłam szczęśliwa, to niepokój zwyciężył. Kto mnie porwał? Może ta kobieta z plaży? Po co? Nie jestem wartościowa...
Nie wiedziałam co robić. Chodziłam po ulicach... Okrążałam budynki i do nich wchodziłam. Zauważyłam Policję (przynajmniej mam nadzieję, że to ona), gdy byłam koło nich, chciałam się spytać o pomoc, jednak zdałam sobie sprawę, że mnie nie zrozumieją... Już odchodziłam, a mężczyzna rozbawiony spytał po angielsku:
-Turist?
Znając trochę angielskiego odpowiedziałam:
-Yes. - aby nie wypaść na idiotkę musiałam o coś spytać i pierwsza myśl jaka mi przyszła to pytanie; gdzie jest metro? - Where is metro?
-Ha ha. - widocznie spodziewał się tego pytania. Wskazał palcem, na schody prowadzące w dół, metro było niedaleko.
-Thank you!
Pobiegłam do metra, nawet sama nie wiem dlaczego, jakoś mnie tam gnało... To był dobry wybór. Ujrzałam tam polaków! Mieli czapki biało-czerwone, flagi i ubrania. Nie miałam się komu wyżalić, a oni mnie zrozumieją (przynajmniej co mówię), a może nawet pomogą. Pobiegłam do nich uradowana, w końcu zyskam jakąś pomoc:
-Witaj ja nie wiem co się stało. Jesteśmy w Paryżu, tak? Ja leżałam na plaży i, i... - nagle zdałam sobie sprawę, że mi nie uwierzą, ale mówiłam dalej – I... Usnęłam i obudziłam się na ławce... I nie ma moich rzeczy... Jestem ubrana w inne ubrania...
Wyraźnie podekscytowany mężczyzna się spytał:
-Jak ci na imię?
-Nina.
Mężczyzna zaczął się cieszyć, skakać, śmiać się. Nadal uradowany zaczął mówić:
-Ach znowu mi się udało! Ty miałaś tutaj przybyć! To przeze mnie tu się dostałaś! Chyba dobrze dobrałem ubrania? Tutaj wszyscy za mną, mieli to samo. Choć ze mną, pokażę ci twój pokój, twoje rzeczy już tam na ciebie czekają...
-Zaraz, zaraz! Ale jakim sposobem się tu dostałam?!
-Ach nie przedstawiłem się. Edvard Prine, a ci wszyscy Polacy są ze mną. Dzięki mnie się tu dostałaś, już to mówiłem.
-Ale jakim sposobem?!
-Nie bądź wścibska, Nino... Dzięki magii.
-Czym?! Magia nie istnieje!
-A widzisz? Niby jakim sposobem w ciągu 5 min. się tu znalazłaś? Choć do swojego pokoju.
-Ale... To, to jest niemożliwe!!
-Ja wiem. Wytłumaczę ci wszystko w domu. A teraz choć.
-Gdzie idziemy?
-Do domu. Nie będę ci mówił ulicy, bo i tak nie znasz Paryża, prawda?
-Prawda... - tak naprawdę, sama nie wiedziałam czy iść czy nie. W końcu go nie znałam. Ale mówił przekonująco i jego radość zadawała się prawdziwa... Zresztą jak mnie oszukał to przecież wyjdę z tego domu, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz