poniedziałek, 24 grudnia 2012

Długo czasu spędziłam przy tym rozdziale. Ale mam podnietę, że dziś wigilia :D

Rozdział 9
Rozpostarłam się, wyciągając ręce. Zamiast czuć zimnego betonu, było ciepłe drewno. Gwałtownie otworzyłam oczy. Inne umeblowanie pokoju, inne kolory, wszystko inne... Szybko usiadłam. Na sobie miałam, ubranie z wczorajszego dnia. Zaczęłam się zastanawiać, co było wczoraj. Rio De Janeiro, restauracja, ucieczka, wyjaśnienie... Rozejrzałam się w poszukiwaniu szafy z ubraniami. Zauważając ją podeszłam i otwierając wybrałam; dresy, bluzkę na ramiączka i bluzę.
Wyszłam z „mojego” pokoju. Czułam zapach jajecznicy. Schodząc ze schodów, od razu analizowałam całe pomieszczenie. Przechodząc koło „stolików”, oglądałam wszystko z zainteresowaniem. Nie wiem co tam stało, ale wyglądało na jakieś eliksiry...
Idąc za zapachem i odgłosem smażonych jajek, skręciłam w lewo. Przechodząc kilka kroków, można było zauważyć lodówkę, blaty i kuchenkę.
-Wejdź.
Wystraszyłam się, już znajomego głosu. Niepewnie zaczęłam iść. W końcu widać było stół, a za nim mężczyzna. Oglądał gazetę i w tym samym momencie popijał herbatą. Na pierwszy rzut oka, można pomyśleć: „normalny facet, mieszkającym w dziwnym domu”. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mówiąc nic dosiadłam się naprzeciwko.
Uważnie obserwowałam, osobę która mnie tu sprowadziła. W pewnym momencie, wyciągnął rękę w kierunku kuchenki. Dopiero teraz zauważyłam, smażącą się na niej jajecznicę. Choć patelnię, a rękę mężczyzny dzieliły, nawet więcej niż dwa metry, on „chwycił” ją. Podniósł lekko dłoń do góry i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu jedzenie również. Marcus nawet nie spojrzał na smażone jajka, tylko operował z daleka. W pewnym momencie dwa talerze z szafki, wyjęły się i postawiły na blacie kuchennym. Mężczyzna lekko wykrzywił rękę, a z nią patelnia. Jajka podzieliły się na dwie równe porcje. On „odstawił” brudne naczynie, machnął lekko dłonią do góry, wraz z nią talerze. Przyciągnął rękę do siebie. Naczynia zaczęły lecieć w naszym kierunku. Po kilku sekundach, miałam przed sobą jajecznicę. Wszystko to wyglądało, jakby Marcus machał sobie ręką.
Patrzyłam na niego w osłupieniu. Lecz moje oczy, przykuwały jedzenie. W końcu znowu patrzyłam na mężczyznę; i tak co chwila. Obcy wziął widelec i powoli jadł. Widząc (a raczej słysząc), że nie jem spojrzał na mnie. Jego oczy miały wyraz zdziwienia.
-Dlaczego nie jesz? Nie otrujesz się. Ja również nie gryzę – dodał z uśmiechem. Po czym wrócił do jedzenia i czytania gazety. Nadal nie tykałam jedzenia. On znów widząc, moje zachowanie, popatrzył proszącym wzrokiem. Ja mu „odpowiedziałam”, że nadal mu nie ufam. Marcus zrobił krzywy uśmiech, znaczący; no cóż. Miałam do niego mnóstwo pytań. Na temat mnie, Edvarda i ogólnie magii.
-Jestem...czarodziejką? - niepewnie spytałam.
-Nie ma czarodziei. Nie ma wróżek, magów i innych określeń. Najlepsze sformułowanie to czarnoksiężnicy. Ponieważ magii, na tym świecie nie miało być. Jest ona „nielegalna”, więc nazywamy ją czarną magią. Tak, jesteś czarnoksiężnikiem.
-Mówiłeś, że mam jakąś nadprzyrodzoną moc... Znaczy, ten dodatkowy dar – dodałam widząc jego zdziwienie – jaka ona jest? Co to jest?
-Każdy z was, ma inny dar. Ma on wielkie znaczenie, dla codziennego życia. Ty masz... A może nie zauważyłaś, coś innego, coś odróżniającego się?
-Mówiąc to, przychodzi mi do głowy dużo dziwnych zdarzeń. Nie pamiętam.
-No dobrze... A czy zdarzyło się kiedyś, że zgadzałaś ze sobą ludzi?
-Taak...
-No i co? Coś zauważyłaś?
-No nie wiem... Tak szybko mi się to udało zrobić...
Mężczyzna się uśmiechnął.
-Masz dar pokoju. Niesiesz zgodę wobec innych. Nie uważasz, że to jest bardzo ważne, w życiu codziennym? Gdy używasz tej „mocy”, źrenice powinny się raptownie zmniejszyć. Prawda?
-Tak! A jakie „moce” mają inni? Na przykład Renata?
-Renata Wenus? Ona jest bardzo ważna, nosi energię. Pewnie jest zawsze w dobrym humorze, energiczna i bardzo rzadko siedzi na tyłku. Tak?
-Skąd wiesz jak ma na nazwisko?
-Ha ha! Żebyś wiedziała ile osób zna wasze nazwiska! Czy myślisz, że wasze dodatkowe „moce” znają kilka ludzi?! Prawie wszyscy czarnoksiężnicy, wiedzą o waszym istnieniu! ON czyli...
-Edvard?
-Tak.... Też jest znany. Zniszczył zbyt dużo żyć, aby było o NIM cicho... Zmierzył sporo walk z potężnymi czarnoksiężnikami... Wynalazł antidotum na niewyleczalne choroby... Ma bardzo dużo podwładnych. Dobrze sobie to zaplanował. Gdy byliście na przykład w tej restauracji w Rio, wszędzie roiło się od pracowników demona.
-To jak ci się udało podejść tak blisko?
-Kochana, ON może być potężnym, ale silniejszego ode mnie nie ma. Nic mi nie zrobiło usunięcie kilku jego podwładnych.
-Zabiłeś ich?!
-Nie. Zabić mogę tylko JEGO – uśmiechnął się – tak, dostałem prawa. Nie będę poszukiwany, jeśli umrze z mojej ręki.
-Przez kogo poszukiwany?
-Komisariat. To taki budynek, jak sąd. Daje prawa i je zabiera, no wiesz... To właśnie przez komisariat też jesteście, poszukiwani, ale w celu powiedzenia wam prawdy. Tylko no... może mniej taktowny sposób.
-Chcę jeszcze powrócić do tematu o darach. Jaki dar ma Alan? - niestety nie zdążyłam ugryźć się w język.
-Hmmm... Ciężko jest go opisać. Nie można powiedzieć miłości, bo to nie było by zgodnie z prawdą – bardziej mówił do siebie, niż do mnie – ale dawaniu może sensu życia? Scenariuszu... Może czułaś, gdy byłaś koło niego, to nabierałaś uczuć? Niekoniecznie pozytywne. Ach... Biedaczek, bardzo ciężko jest mu ukryć uczucia, ale są na pewno szczere. Maciek ma dar odwagi. Greta posiada wielką inteligencję, w głowie pomieści więcej informacji niż ktokolwiek inny. Daniel daje optymizm, doprowadza do spełnienia, to tak jakby dobry przyjaciel każdego. Piotrek daje poczucie bezpieczeństwa, jest najsilniejszy, a Kaja może manipulować. Czyli ktoś zrobi dla niej co sobie życzy.
-Ja mam najgorsze... Do niczego się nie przyda...
-Myślisz jak dziecko, Nino. To ty doprowadzasz do zgody, między czarninami. Jest jeszcze dziewiąty... Róża Walik, przez anglików nazwana Rose. Ona ma niesamowity dar... Wystarczy, że spojrzy ci w oczy i już wie co przeżyłaś i jakie masz uczucia teraz. Właśnie! Jak cię nauczę czarnoksięstwa, pójdziesz uratować małą z tego piekła. A może przy okazji uratujesz, kogoś. Ale szczegóły planu później. Dziś jeszcze będziesz ćwiczyć. Więc radzę ci pośpiesz się.
-A gdzie my teraz jesteśmy?
-Wyjrzyj przez okno. Nie tutaj nie ma okna.
Wstał i poszedł. Przed sobą cały czas miałam jajecznicę. Rozmowa mnie tak pochłonęła, że o niej zapomniałam. Nabrałam zaufania do niego. Zaczęłam jeść śniadanie.

Znowu weszłam do głównego pokoju. Podeszłam do drzwi. Mam nadzieję, że prowadzą do wyjścia z domku. Nie było butów, które można było założyć, więc ruszyłam boso. Nacisnęłam klamkę i popchnęłam drewno. Najpierw dotarł do mnie zimny wiatr, potem świeże powietrze. Przede mną ukazał się krajobraz. Piękny krajobraz. Ruszyłam przed siebie, nie wierząc oczom, że widzę tak piękną matkę naturę. Pod stopami, poczułam miękką trawę. Jej listki plątały się w moje palce. Było niesamowicie, to piękne uczucie. Mam nadzieję, że każdy choć raz poczuje, co ja w tej chwili.
Stanęłam, gdyż były przede mną kamienie, a za nimi przepaść. Znajdowaliśmy się bardzo wysoko, ale nie, aż tak, żeby był śnieg. Na dole widniało wielkie jezioro. Z prawej strony były kamienne schody, prowadzące w dół. Ścieżka znikała w lesie. Na tej wysokości, drzewa nie rosły. Gdzieniegdzie były pełniki alpejskie. Zamknęłam oczy, wyobrażałam sobie nierealne rzeczy. Coś co chciałabym, doznać w życiu. Poczułam ciepły oddech. Momentalnie otworzyłam oczy i odwróciłam się. Za mną stał Marcus. Patrzył co robię. Może lekko się zaczerwieniłam, odwracając głowę.
-Nie wstydź się tego, co chcesz. To jest piękne.
-Skąd wiesz co chcę?
-Tak...
-Nie, nie chcę znać jednak odpowiedzi... Skąd wiesz, że wyszłam?
-Zostawiłaś otwarte drzwi, był przeciąg.
Uśmiechnęłam się ze swojej głupoty zadawania pytań.
-Ed... ON wiedział, że ty mnie szukasz, skąd?
-Z kompleksu. To taka książka, która za pomocą magii, pokazuje co może się zdarzyć. Lecz nie jest to na sto procent pewne. Widział, pewnie jak dotykasz mojej dłoni...
-Uratuję tą dziewczynkę? Zniszczę JEGO? Muszę? To mój obowiązek?
-Tak...

-Chcesz ćwiczyć na dworze, czy w pomieszczeniu?
-Tutaj.
-Więc słuchaj mnie uważnie. Są chwyty dawcze i prawcze. W walkach przeważnie wykorzystuje się dawcze. Polegają one na używaniu magii poza ciałem. Czyli podobne do tego co rano. Albo lepiej jeszcze dam przykład.
Spojrzał na drewno, które było niedaleko nas. Pewnie Marcus wykorzystuje je na ogień do kominka. Pień który leżał, gwałtownie się podniósł. Z pionowo postanowionego drewna zsunęła się kora. Mężczyzna wyciągnął rękę w kierunku przedmiotu. Dłoń miał całkowicie prostą, tak, że można by my było przybić piątkę. Lecz powoli, palce zaczęły się zamykać. Na pniu wyrysowały się jakieś dziwne znaki. Im bardziej zaciskał dłoń, tym głębsze i bardziej dające rysów cięcia były widoczne. W końcu zacisnął całkowicie pięść. Podeszłam do drewna. Tak gdzie nie było kory widniała roślina. Od razu rozpoznałam kwiat lotosu. Mój ulubiony. Nie chciałam już pytać, czy wie, jaki jest mój ulubiony kwiat.
-Ładnie – to było jedyne co mogłam powiedzieć.
-Magia prawcza jest odwrotnością do dawczej. Czyli wykorzystuje się ją wewnątrz ciała. Spójrz.
Podszedł do ściany domku. Był całkowicie rozluźniony. Powoli zaczął znikać... Coraz szybciej mrugałam. W końcu nie można było go zobaczyć. Wnet powoli zaczął się pokazywać i był. Podszedł do mnie bliżej.
-To jest bardzo przydatne zaklęcie. Czy rozumiesz co powiedziałem?
-Tak... Dużo jest tych zaklęć?
-Bardzo dużo.
-To jak... Się je robi?
-Tu przeważnie chodzi o wyobraźnię, wiarę i potrzebę. Musisz sobie wyobrazić, że musisz zniknąć. Jak rysowałem ten kwiat, najpierw pomyślałem jak będzie wyglądał. Musisz wierzyć w magię oraz to, że ci się uda. Aby wykonać zaklęcie, musi być do czegoś potrzebne. Na przykład aby się obronić albo właśnie komuś pokazać w dobrych zamiarach.
-Skomplikowane, czuję się jak w szkole.
-Heh nauczysz się. To zaczniemy od najprostszego zaklęcia prawczego. Wyobraź sobie, że jest ciemno. Nic nie widzisz. Jesteś w lesie, chmury przysłaniają księżyc. Zamknij oczy. Skup się. Cały czas widzisz jak teraz.
Gdy przestał mówić, robiłam wszystko to co kazał. Jestem w lesie nic nie widzę, jak teraz gdy mam zamknięte oczy...
-Nie, Marcus to się nie uda...
Otworzyłam oczy... Niesamowite nic nie widziałam! Właśnie wykonałam zaklęcie!
-Udało się! Nic nie widzę! To niesamowite!
-Dobrze to teraz się odczaruj.
-Ok, to jak mam sobie wyobrazić?
-Ha ha to twój problem. Myśl.
-Ale... Zanim się odczaruję, to pomożesz mi w sensie orientacyjnym?
-Nie.
Słyszałam jak drzwi od domku się zatrzaskują. Ze środka wydobył się śmiech. Poczułam jakbym była koło Alana...

9 komentarzy:

  1. rozdział świetny nawet bez Alana
    heh :D <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie . Naprawdę super piszesz czekam na rozdział 10. c:


    Zapraszam do siebie i licze na kom i obs. shoowers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. takie komentarze, mobilizują mnie do pisania :D Po świętach może coś dodam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy następny rozdział <333 ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sorry, że nie piszę, ale: 1) nie zawsze mam czas, kiedy mam wene 2) Czasem mi się nie chce xd 3) Gdy już do tego zasiadam to nie mam weny ;p Może za tydzień ;)

      Usuń
  5. czy będą następne rozdziały ?

    OdpowiedzUsuń