piątek, 21 grudnia 2012

Dawno już miałam napisany ten rozdział, ale jakoś nie miałam okazji go dodać :/ Dziś koniec świata! :o

Rozdział 7
Nikt się nie odzywał nawet Renata. Maciek słuchając muzyki <Piosenka którą słuchał>, leżał od czasu do czasu kiwając głową. Alan spał (zauważyłam, że lubi spać), Renata choć energiczna, spokojnie siedziała na łóżku czytając książkę. Ja wpatrywałam się w okno. Obserwowałam szybujące ptaki. Edvard nie wracał, albo wrócił bezgłośnie. W oczach ciągle go miałam słabego i pokrytego krwią. Proszącego o dyskrecję. Zobaczyłam coś, czego nie powinnam widzieć.
Rozmyślałam co by się stało, gdybym dotknęła ręki obcego. W końcu zrobił to Edvard. Wrócił z takim stanem... Czy ja bym też taka wróciła? Czy by mnie ten obcy zamordował? A może bym przeżyła? „Wszystko ci wyjaśnię” sama nie wiedziałam, czy by mi powiedział wszystko o Edvardzie, magii lub nawet dlaczego tu jestem... Wzięła mnie głęboka chęć dotknięcia ręki i zobaczenie co się stanie. Postanowiłam sobie, że gdy go następnym razem ujrzę, chwycę jego dłoń, prosząc o wyjaśnienie. Chyba, że wszystko opowie Edvard... Lecz na to chyba nie mogę liczyć...
Puk! Puk!
-Chciałabym pogadać. - rozpoznałam głos Grety.
-Siadaj. - Renata odłożyła książkę i uśmiechnęła się do przyjaciółki.
-Choć może i pukasz, to raczyło by zapytać czy możesz wejść. - półprzytomnie Alan podniósł głowę, spojrzawszy na dziewczyny. Na mnie spojrzał wyjątkowo krótko; nawet ledwo zauważalnie, jakby chciał zobaczyć czy jestem. Zresztą dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to nieładnie, tak wchodzić.
-Nie wciskaj się tu do spraw Grety! Jest ona dorosła...
-I niewychowana...
-Spoko Renata. Nie zwracam uwagi na takich... - Greta zakończyła spór. - Przybył Edvard?
-Niestety nie... - Renata choć uśmiechnięta, powiedziała przygnębiającym tonem.
-Nina, ty widziałaś jakąś ścieżkę... Dlaczego ty? Widziałaś go?
-Widziałam. - powiedziałam.
-Gdzie on był?!
-To ten co był odwrócony plecami, a potem leżał.
-Ten żul?! To był Edvard?!
-Tak.
Greta z szokiem odpowiedziała przekleństwem.
-Dlaczego nie pomogłaś mu? Albo nam go nie pokazałaś?
-Bo prosił abym tego nie robiła.
-No i co było dalej? - zapytała Renata.
-Zaczarował moje oczy. Musiałam go objąć aby nie upadł.
Nagle Maciek wstał, podszedł do mojego łóżka i usiadł. Również usiadłam.
-Coś jeszcze? - zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie.
-Był ranny, że sam nas nie poprowadził?
-Tak.
-Jeszcze chwila, a się pocałujecie! - Alan uważnie nas obserwował. Zdałam sobie sprawę, że nasze twarze są blisko siebie i ciągle patrzymy sobie w oczy. Szybko odwracając twarz, zauważyłam chichoczące dziewczyny. Lecz Alan się nie uśmiechał. Był naburmuszony.
-Ja lepiej już pójdę, bo będę światkiem śmierci. - Greta spoglądając na Alana to Maćka, wstała dodając: - Nie chcę zeznawać przed sądem.
-Pójdę z tobą, tam pogadamy. - Renata poszła za przyjaciółką.
-Też idę z wami, bo zaraz zostanę zaatakowany. - Maciek i przyjaciółki roześmiały się.
Po chwili ich nie było. Alan spoglądał na mnie przez chwilę, po czym wstał i poszedł do łazienki; zamykając drzwi.
Dosyć długo go nie było. Nie słyszałam spuszczającej się wody, ani cieknącej jej z prysznica. W końcu po pół godzinie (jak i nie dłużej) wyszedł. Od razu wiedziałam, co go przetrzymało; włosy połyskujące od żelu i ułożone w jeżyka. Uśmiechnęłam się do niego. On zignorował mnie, choć końcówki ust zadrgały i sama nie wiem, czy nie zaczerwienił się. Był na mnie zły. Dlaczego? Aby złagodniała sytuacja postanowiłam, skomplementować fryzurę. Wiedziałam, że on to lubi.
-Nawet fajnie ci wyszło.
-Ta.
-Jeśli dasz to sama ci ułożę je kiedyś.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę, unosząc jedną brew.
-A źle wyglądam?
-Yyy... - zadał bardzo ciężkie pytanie. Jak powiem, że nie to się obrazi albo załamie. Jak powiem tak, wyjdzie że mi się on podoba.
-Czyli źle...
-Nie wiem co odpowiedzieć! Jak dasz mi raz swoje włosy, to będzie mi się na pewno podobało!
-Na pewno uczeszesz je na gładkie, jak u Maćka! Nie dostaniesz ich...


* * *
Sama nie wiem czy obraziłam się na Alana... Na pewno zraziłam. Rozczarowała mnie jego reakcja, na moje pytanie. Wiem jedno; on się obraził na mnie. Nie miałam komu się wyżalić o swoich problemach z Alanem. Do tego potrzeba jest dziewczyna, więc Maciek lub Edvard odpadają... Może Renata? Ją znam w końcu najlepiej. Niedługo po tym zdarzeniu, odważyłam się wyżalić, Renacie na osobności:
-Renata słuchaj... Mogę na tobie polegać?
-Jasne! - dziewczyna niespodziewanie zrobiła poważną minę – Mów o swoich problemach.
-Nie układa mi się z Alanem... Ciągle się z nim kłócę, nie mogę dojść do porozumienia. Mam tego dość! Jest taki wnerwiający...
-Rozumiem że albo jesteś z nim w związku, albo podoba ci się.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Nie układa mi się z Alanem... To brzmi jakbyś była w związku. Mówisz mi o kłopotach z nim, czyli żal ci jest, że kłócisz się. Zależy ci na nim?
-Jaka ty jesteś bystra... Tak zależy, podoba mi się, ale nie jestem z nim w związku.
-Spokojnie. My też kłócimy się z nim. A najczęściej chodzi o przebywanie jego w łazience... Strasznie długo tam siedzi! Zamyka się, siedzi godzinami i wychodzi uśmiechnięty. Ciągle się go pytamy co tam robi, ale on mówi, że to tylko poranna toaleta...
-To wy nie wiecie?! Nie widzicie?!
-Czego nie widzimy? To ty wiesz?!
-Ja... Nie, nie wiem..
Spojrzała na mnie uważnie, po czym (w końcu) się uśmiechnęła.


Choć od mojej rozmowy z Renatą minął jeden dzień i nic nie jedliśmy, nie odczuwaliśmy głodu. Była ósma rano (Alan już uczesany), gdy wszyscy siedzieliśmy, lub leżeliśmy na łóżkach. Renata czytała, a przy okazji pożyczyła mi swoją książkę; abym też mogła czytać. Alan pewnie grał w grę na telefonie, ponieważ od czasu do czasu robił kwaśną minę. Maciek leżał i nic nie robił, patrzył w sufit.
Puk! Puk!
-Witajcie! Nic nie jedliście, przepraszam! Trochę mi pewne sprawy, zajęły czasu...
Wszyscy (ja, Renata, Alan i Maciek) zwróciliśmy głowę w kierunku drzwi. Było to dla nas szokiem bo stał w nich... Edvard! Uśmiechnięty, żywy – cały. Nie miał ran, nie był ani słaby, ani zmęczony; lecz energiczny i wesoły. To na pewno nie był ten Edvard, co stał przede mną podparty o moje ramię, dwa dni wcześniej.
-Edvard?! - wszyscy jednocześnie krzyknęli.
Mężczyzna uniósł lekko brwi.
-Chcecie śniadanie? Za to, że mnie nie było, może pójdziemy do restauracji?
-Gdzie ty... - Renata chciała zadawać miliony pytań; tak jak każdy. Niestety Edvard zakończył wszelkie pytania.
-Nie będę odpowiadał na żadne pytania. Ja mam pytania i mam nadzieję, że dostanę na nie odpowiedź. - tutaj spojrzał na mnie – bądźcie w recepcji za pięć minut.
Wyszedł już nic nie mówiąc. Wszyscy nadal patrzyli się w drzwi. Alan po chwili zszedł z łóżka, wziął ubrania i poszedł do łazienki. Dopiero po dłuższej chwili się poruszyłam. Renata wstała i dziwnie wyszła z pokoju. Maciek chciał postąpić tak samo, ale w ostatnim momencie zatrzymał się i zapytał:
-Chcesz iść ze mną?
-Tak.
Podchodząc do Maćka, Alan wyszedł łazienki; specjalnie go popychając. Minę miał naburmuszoną jak wtedy, gdy Maciek był na moim łóżku. Spoglądając to na Alana, to na Maćka wywnioskowałam, że Maciek wcale nie przejął się agresywnym zachowaniem Alana. Wręcz przeciwnie, dało mu to satysfakcję.
-Nina idziesz?
-Yyy... Tak.

-Smacznego!
Chyba nie tylko mnie, denerwował jego nastrój. Choć nikt mu nie odpowiedział, uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Czy myślał, że wszyscy zapomną, iż go nie było?! Każdy zjadł w ciszy śniadanie. Gdy Edvard udał się, aby zapłacić rachunek, szybko odeszłam od stołu, biegnąc za nim. Nasunęło mi się pierwsze pytanie:
-Dlaczego ciebie nie było?!
-Ależ byłem.
-Kiedy niby?
-Cały czas.
-No chyba...
-Nie żartuję.
-To co robiłeś? Ale...
-Nino, mówiłem ci kiedyś, że jesteś wścibska – spojrzał na mnie, uśmiechając się.
Jak mógł, mnie osądzać?! Nie jestem wścibska! W takim przypadku, każdy jest ciekawy co się stało!
-Edvard, powiesz mi cokolwiek?
-Tak. Nie możesz rozmawiać, dotykać i wszystko inne związane z tym facetem.
Poczułam się jak dziecko. Jakbym dostała naganę. I ja zachowując się jak ono zapytałam:
-Dlaczego?
-Ja tak mówię i tak ma być.
Spojrzał na mnie surowo. Teraz to naprawdę, czułam, iż za chwilę się rozpłaczę, bo nie dostałam więcej informacji. Lecz oprócz dziecinnego zachowania, zauważyłam jego wyższość. Jakby był moim rodzicem. Ja z naburmuszoną miną (pewnie taką jaką miał Alan), tupnęłam nogą i odeszłam. Każdy spojrzał na mnie (ci co byli przy stole). Niektórzy się uśmiechnęli, a inni parsknęli śmiechem.
Nie wiedząc o co chodzi, po chwili zorientowałam się, że mam tą samą, naburmuszoną minę jak dziecko. Musiałam wyglądać śmiesznie. W figurze dorosłej kobiety i miną pięcioletniego dziecka.
Usiadłam koło Renaty. Po kilku minutach wrócił Edvard. Cały czas uśmiechnięty. Jadąc autobusem (Edvard chyba zrezygnował z metra), cały czas myślałam jak dziecko. Interesowały mnie budynki i ludzie. Gdy szedł jakiś pies, ledwo co powstrzymałam się od wypowiedzenia: „jaki śliczny!”. Rozmyślałam również o tym, że nikt mną nie będzie rządził. Będę rozmawiać, dotykać i wszystko inne związane z obcym! Poczułam dziką chęć, przeciwstawieniu się Edvardowi. Czy to jakieś zaklęcie?

4 komentarze:

  1. super rozdział :D

    Alan jest najlepszy
    I ♥ Alan :)

    OdpowiedzUsuń
  2. haha :D Następny rozdział będzie niesamowity (mam nadzieję). W nim cała historia się obróci - jest już napisany ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a niesamowity to na pewno będzie :D

    OdpowiedzUsuń