Rozdział
4
Wróciłam
do pokoju. Położyłam się na łóżku. To był najgorszy dzień w
moim życiu, uświadomiłam sobie, że jestem tak jakby w
więzieniu... Chciałabym usnąć, a jednak pytania do współlokatorów
nie pomagały zasnąć:
-Czy
wy też chcielibyście uciec, uciekaliście już?
-Każdy
kto tu trafił próbował uciec. - odezwał się na końcu mężczyzna.
-Wiesz,
ale każdy jest na tyle mądry, że uciekał w nocy aby nikt cie nie
zauważył. - dopowiedział drugi mężczyzna mający bliżej łóżko.
-Sam
nie jesteś lepszy! - zdenerwowałam się.
-Ja?!
Mądrzejszy, przystojniejszy, silniejszy, bardziej sprytny...
-Szkoda,
że niemiły i nieskromny! - Mocno mnie wkurzył.
Mężczyzna
miał mocno brązowe oczy i czarne włosy; ułożone w jeżyka i
zgolone po bokach. Był wysoki i szczupły. Nie miał piegów, choć
by mu pasowały. Jego równe zęby były zadbane. Ubrany był w
T-shirt, widocznie było widać, że jest umięśniony. Miał mocną
budowę, więc wydawał się groźny. Trzeba przyznać był
przystojny.
-Jak
masz na imię? - zwróciłam się do niego, gdy już ochłonęłam.
-Alan.
-Ile
już tu jesteście?
-Jaka
wścibska...
-Alan
rozumiem, że nie polubiliście się, a jednak wole być dla Niny
uprzejmy... - uśmiechnął się drugi mężczyzna. - Jesteśmy tu od
kilku miesięcy. Jestem Maciek.
Spróbowałam
uśmiechnąć się, ale nie za bardzo mi to wyszło. Maciek miał
dłuższe, proste brązowe włosy, opadające mu na czoło. Mocno
błękitne oczy, widać było z daleka. Miał blady uśmiech i
niezbyt szeroki. Szczupły, ale lekko wyższy ode mnie. Miał łagodny
i męski głos; uwielbiałam taki.
-Czy...czy
on was dobrze traktuje? Nie jesteście głodzeni? Możecie wychodzić
na dwór?
-Możemy
się najeść do syta, gdy ma dobry humor jest uprzejmy. Owszem
możemy wychodzić, ale pod jego pozwoleniem i nie dalej niż Paryż.
- dalej odpowiadał Maciek.
-Czy
on nas wypuści kiedykolwiek?!
-Nie
zapowiada się na to...
-A
może zmieńmy temat? - zaczęła Renata. - Na przykład gdzie
pójdziemy, aby świętować przybycie Niny? Może jakaś luksusowa
restauracja?
-Jeśli
mamy świętować to może w pokoju? Radziłbym dobrą drzemkę i na
tym zakończymy świętowanie. - wciął się Alan.
-Odezwał
się chojrak. - odbiłam piłeczkę. - Sam pewnie nie miał
świętowania, a teraz jesteś zazdrosny.
Spojrzał
mi prosto w oczy. W jego oczach wypatrzyłam złość, ale zarazem
uzupełnienie; uzupełnienie tego czego mu brakowało. Jego źrenice
raptownie się powiększyły, ale wciąż na mnie patrzyły. Poczułam
się niekomfortowo, po minie Renaty wywnioskowałam, że się
zaczerwieniłam. Pewnie dlatego, że Alan mi się podobał. Próbując
aby nie zauważył zaczerwienienia wymyśliłam wymówkę:
-Muszę
pójść do łazienki, Renata choć ze mną pokażesz mi gdzie ona
jest.
Dopiero
po chwili zauważyłam, że łazienka jest w pokoju. Alan wybuchnął
śmiechem wyszczerzając swoje wszystkie zęby. Renata niepewnie się
uśmiechnęła, Maciek zrobił by to samo co Alan, ale powstrzymując
się popatrzył na mnie słodko z jego delikatnym uśmiechem. Kobieta
wstała i poszła ze mną do łazienki.
Wchodząc
i zatrzaskując drzwiami, zaczęła nawijać jak opętana; o tym, że
między mną a Alanem coś iskrzy. Nie przejmowała się tym, że za
drzwiami Alan z Maćkiem mogą podsłuchiwać. Nie mogłam do tego
dopuścić.
-Renata
cichoo! Jeszcze usłyszą! Zresztą nic nie iskrzy!
-Spokojnie
Edvard zaczarował te drzwi... Mam nadzieję, ze wiesz o co chodzi...
Nic nie słychać. Iskrzy i to jak! Twoje zaczerwienienie to niby co?
-Często
się rumienię.
-Chciałbym
uwierzyć w bajeczkę. On... Jak on patrzył na ciebie. Na mnie to
nigdy tak nie spojrzy... I nie tylko Alanowi się spodobałaś!
Maciek również niesamowicie miły, dla ciebie!
-Ale
ja... Przestań!
-Widzę,
że nic z tego nie widzisz ponieważ chcesz iść spać, zapada zmrok
umyj się, dołącz do nas. Chyba Alan miał rację co do drzemki...
Spokojnie jutro się coś wymyśli!
*
* *
-Chyba
trzeba ją obudzić...
-Trzeba?!
Jeśli tak mówisz, to w tej chwili!
-Dlaczego?
Gdy śpi jest przynajmniej cicho i nie pyskuje...
Od
razu poznałam, troszczącego się o mnie Maćka, podnieconą Renatę
i... Bezczelnego Alana...
-Dłużej
nie wytrzymam! Nina! Wstawaj! Nawet nie wiesz co się stało! Akurat
kiedy przybyłaś!- krzyczała Renata.
Nie
wiedziałam o co jej chodziło. Co się stało? Czy coś się
zmieniło? Nieprzytomna wstałam ocierając oczy. Alan parsknął
śmiechem, pewnie po wyglądzie mojej fryzury,która była
rozczochrana maksymalnie. Zapomniałam włosy zapiąć w gumkę.
Widocznie miałam twardy i dłuugi sen. Pierwsze co ujrzałam to dwa
niebieskie punkty. To były oczy Renaty. Zanim cokolwiek mogłam
powiedzieć, wzięła mnie za rękę i pociągnęła do okna. Nie
zrobiło na mnie to większego znaczenia. Jednak coś się różniło...
Inne budynki, ulice, drzewa, kolory... Maszerowali trzej żołnierze
z karabinami, ich kroki były identyczne. Twarze ich były zimne i
odważne.
-Gdzie
jesteśmy? Czy jesteśmy kilka przecznic dalej czy co?
-Nie,
jesteśmy w Pradze!
-Gdzie?
-W
stolicy Czech!
Musiało
potrwać kilka sekund, zanim dotarło do mnie to co powiedziała.
-Ale
jak?
-Co
kilka dni albo kilkanaście, przenosimy się w inne miejsce. Ale
tylko wtedy kiedy my śpimy. Nigdy nie wiemy kiedy i gdzie.
-Podróżujecie
po całym świecie?!
-Tak...
Podróżujemy... - dotarło do mnie, że też jestem w to wpakowana.
Zasmuciło mnie to, że tak krótko byłam w Paryżu... Tak chciałam
go zwiedzić...
Rozległo
się pukanie do drzwi. Jednak osoba nie otrzymując odpowiedzi i tak
weszła.
-Witajcie.
Przyszłam poznać się z Niną.
-Witaj,
to ja. - choć poznawanie nowych osób, nie było złe, to zaczęło
mnie męczyć, dużo rzeczy naraz poznawałam. - Ktoś cie przysłał?
-Tak.
Ja sama siebie. Zwracaj się do mnie Greta.
-Cześć
Greta! - radośnie powiała ją Renata. - I jak tam brat?
-On?
Maskara ciągle mnie poniża...Zna wszystkie moje wady i je
wykorzystuje...
-Ha
ha chłopak dobrze robi! Robiłbym to samo co on gdybym miał
siostrę. - nie znałam tej Grety, ale żaden chłopak nie może
poniżać kobiety! Alan wyprowadził mnie z równowagi.
-Miałam
dużo znajomych, ale musiałam wyprowadzić się nad morze. Żaden
chłopak jakiego znałam nie był tak...taki jak ty! - w tym momencie
wstałam. - Ci którzy znęcają się nad słabszymi są do du... do
bani! Nigdy się nie znęcaj! Greta choć pomogę ci zdyscyplinować
twojego brata!
Dziewczyna
popatrzyła na mnie z uśmiechem i z podziwem. Widać, że Alan nie
może się poddać i przyznać mi rację; to nie w jego typie.
-Jak
widać nie znałaś wielu ludzi!
Nie
mogłam odbić piłeczki. Popatrzyłam na niego groźnie i odeszłam
z Gretą.
-Dzięki.
-Spoko.
-Jakby
co mój brat ma na imię Daniel.
-Spoko.
Rozległo
się pukanie do przeciwległych drzwi. Otworzył je mężczyzna. Po
minie Grety, domyśliłam się, że to TEN Daniel.
-Ooo
a jednak, ktoś cie lubi.
-Zamknij
się.
-Jestem
Nina i przyszłam z tobą pogadać. - szybkim krokiem weszłam do
pokoju. - Znęcasz się nad swoją siostrą?
-Tak.
-Dlaczego?
-Ponieważ,
przedtem jak tu przyszliśmy, albo cokolwiek to było, ona znęcała
się na mnie. Rujnowała mi randki, wyjścia z kolegami, wylewała na
mnie sok i tym podobne. Więc teraz postanowiłem zemstę.
-Greto
to prawda?
-Owszem.
-Więc
ci nie pomogę ponieważ sama narobiłaś bigosu. Choć Daniel, jest
jak jest i w takiej sytuacji już zemsta powinna minąć.
Obydwoje
dziwnie na mnie popatrzyli. Choć w ich czarnych oczach dostrzegłam
pomniejszające się źrenice i były nieprzekonane ,a jednak się
uśmiechnęli. Przytulili i podziękowali mi za zgodę.
Gdy
wychodziłam znałam już wszystkich z naprzeciwka współlokatorów.
Greta, Daniel, Kaja i Piotrek. Wszyscy mili; przynajmniej dla mnie.
Zastanawiało mnie też, to że tak łatwo ich pogodziłam. To było
zbyt proste... Wątpię aby kiedykolwiek się dowiedziała dlaczego...
super ^^
OdpowiedzUsuńTo miło, że się podoba ;D
Usuń