niedziela, 9 grudnia 2012


Rozdział 5

Za moje przybycie, świętowaliśmy mini-przyjęciem z alkoholem. Ku mojemu zdziwieniu Alan wypił najwięcej. Gdy się upił, był taki grzeczny i nieśmiały! Zwyczajnie powiedzieć zachowywał się słodko . O wszystko się pytał, a nawet powiedział, że mam ładne oczy. Szkoda, że bez alkoholu taki nie jest... Maciek stał się agresywny, robił pośmiewisko z Alana i Renaty, aby mi się spodobało. Owszem to co robił było zabawne, ale również niemiłe i nieodpowiedzialne. W sumie bawiłam się nawet dobrze.
Gdy się obudziłam Renata i Maciek jeszcze spali; nie było Alana. Lekko przestraszona wstałam i poszłam do łazienki sprawdzić, czy go tam nie ma. Był... Ale chyba weszłam w nieodpowiednim momencie. Układał swoje włosy w idealnego jeżyka. Na umywalce, prócz past i szczotek do zębów (no i mydła) był żel do włosów. Alan miał w prawej ręce grzebień którym czochrał włosy. Musiał mnie zauważyć w lustrze, ponieważ...
-Nina... - raptownie się odwrócił. - Co ty tu robisz?! Dlaczego...?! Dlaczego nie śpisz?! - Alan był tak zakłopotany, że nie wiedział jakich słów użyć.
-Ile układasz włosy?
-A co cie to interesuje?! Ciebie nie powinno tu być!
-Następnym razem zamknij drzwi! Mogę być gdzie mi się tylko podoba! - wiedziałam, że robienie (kolejnej) awantury nic nie zdziała, tym bardziej że obudzi się pozostałych. - Renata i Maciek śpią, więc przymknij się! Mogę dotknąć twoich włosów?
-Co?! - to pytanie niezwykle go zaskoczyło i oburzyło. - Chyba żartujesz! Nie po to je godzinę stawiam, żebyś mi je niszczyła! Patrz, chcesz zniszczyć takie arcydzieło?
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Szybko go odwzajemniłam.
-Dobrze, mi by się nie chciało ich układać. Idę.
-Ładnie?
-Co ładnie?
-No wiesz, ułożyłem?
Ponownie pojawił się u niego i u mnie uśmiech.
-Sama nie wiem...- choć tak naprawdę, bardzo mi się podobał w tych włosach. To była pierwsza nasza spokojna (i nawet!) z uśmiechem rozmowa.


Minęło kilka dni i ku mojemu zdziwieniu. Obejrzeliśmy całą Pragę, a nawet kupiłam sobie nową torebkę; z napisem „Prague”. Ja z Alanem już się tak bardzo nie kłóciłam, lekko się przyzwyczaiłam do nowego domu. Tylko coś się stało z Edvardem. Baczniej mnie obserwował i patrolował. Gdy zwiedzaliśmy miasto, tłumacząc historię zabytków, głównie na mnie patrzył. Albo gdy weszliśmy do kawiarni (on płacił), usiadł blisko mnie. Byłam wtedy na sto procent pewna, że słyszał moją rozmowę z dziewczynami. Chciałam sprawić wrażenie, jakbym tego nie zauważyła, choć mnie krępowało ciągłe obserwowanie.
W tej chwili siedzieliśmy na murku; z niego widzieliśmy całą Pragę. Rozmawiałam z dziewczynami o zabytkach w Pradze. A przy okazji dowiedziałam się, w jakich miastach były wcześniej. Chciałam poruszyć temat o magii, choć nie wiedziałam jak zacząć i kiedy go rozpocząć. Pomyślałam, że w Pradze na murku którym byliśmy, niestety Edvard wszystko by słyszał...
W pewnym momencie magik wstał, jego twarz wyrażała tyle emocji, że ciężko ją opisać. Hardo szedł do pewnego mężczyzny, mający długi skórzany czarny płaszcz. Edvard idąc do niego zacisnął pięści jakby by mu zaraz miał przyłożyć. Nieznajomy popatrzył na mnie, lecz zauważając Edvarda, wyjął ręce z kieszeni i szybkim krokiem odszedł. Zdziwiło mnie to, że Edvard nas tak po prostu zostawił. Nie tylko ja zauważyłam sytuację. Wszyscy zgromadzeni (ja, Renata, Alan, Maciek, Daniel, Greta, Kaja i Piotrek), przestali rozmawiać i z zaciekawieniem oglądać sytuację. Edvard i nieznajomy zniknęli nam z oczu.
-Kto to był? - zapytała wszystkich Kaja, choć wiedziała, że nikt jej na to pytanie nie odpowie.


-Jesteśmy wolni! - krzyknęła rozradowana Renata.
-Spokojnie... Na pewno zaraz tu będzie... - uciszył ją Maciek.
-Pewnie i tak byśmy sobie nie dali rady,ale mamy siebie. - powiedziała swoje Greta.
-Jakby tak znowu pójść do domu... - rozmarzył się Daniel.
-No i wtedy wszyscy zostalibyśmy przyjaciółmi! - Greta również zaczęła marzyć.
-Na pewno tak się nie stanie. - Maciek chciał uspokoić wszystkich.
-Trzeba wierzyć w siebie, wtedy się osiągnie wszystko! - dopowiedziała Kaja.
-Ale jak sobie poradzimy?
-Poradzimy sobie. Wszystko będzie dobrze jeszcze tego dopilnuję! - Piotrek mówił niezwykle pewny siebie.
-Jesteśmy w Czechach. Czechy graniczą z Polską, więc nie będzie tak ciężko. Wtedy wszystko zaczniemy od nowa... - dalej poprowadził Alan.
-Spokój! Edvard idzie... - zakończyłam.
* * *
Leżeliśmy w łóżkach. W pokoju było już ciemno, a jednak wszyscy myśleli o dzisiejszym wydarzeniu.
-Powinniśmy uciekać. - Renata przerwała godzinną ciszę.
-To dlaczego tego nie zrobiłaś? - Alan jej odpowiedział.
-Bo za bardzo się cieszyłam, żeby o tym pomyśleć.
-Dosyć często się cieszysz.
-Taka już jestem.
-Zmień się.
-Nie mogę. Już próbowałam...
-Pewnie masz słabą wolę...
-A ty niby dobrą?
-Tak.
-Na pewno we wszystkim?
-Owszem.
-Za dobrze cię znam. Nie dasz rady bez...
-Nie znasz mnie.
-Znam. Nie obejdziesz się bez ukochanej osoby. Dla miłości zrobisz wszystko. Nawet się zmienisz.
-Nigdy.
-Zakład?
-Zgoda... - Alan był niepewny.
-Zgadnę w kim będziesz, lub jesteś zakochany. Powiem ci i udowodnię, że zrobisz dla tej osoby wszystko. Jeśli wygram będę świadkową na twoim ślubie - Alan parsknął śmiechem -Jeśli przegram, zrobię dla ciebie wszystko, nawet przejdę się nago po ulicy. Umowa stoi?
-Hmm... Masz jedną szansę, na zgadnięcie. Stoi.
Słychać było jak Renata się odwraca (na łóżku) w kierunku Alana; po chwili usłyszałam chlast dłoni uderzających o siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz