Rozdział
5
Za
moje przybycie, świętowaliśmy mini-przyjęciem z alkoholem. Ku
mojemu zdziwieniu Alan wypił najwięcej. Gdy się upił, był taki
grzeczny i nieśmiały! Zwyczajnie powiedzieć zachowywał się
słodko . O wszystko się pytał, a nawet powiedział, że mam ładne
oczy. Szkoda, że bez alkoholu taki nie jest... Maciek stał się
agresywny, robił pośmiewisko z Alana i Renaty, aby mi się
spodobało. Owszem to co robił było zabawne, ale również niemiłe
i nieodpowiedzialne. W sumie bawiłam się nawet dobrze.
Gdy
się obudziłam Renata i Maciek jeszcze spali; nie było Alana. Lekko
przestraszona wstałam i poszłam do łazienki sprawdzić, czy go tam
nie ma. Był... Ale chyba weszłam w nieodpowiednim momencie. Układał
swoje włosy w idealnego jeżyka. Na umywalce, prócz past i szczotek
do zębów (no i mydła) był żel do włosów. Alan miał w prawej
ręce grzebień którym czochrał włosy. Musiał mnie zauważyć w
lustrze, ponieważ...
-Nina...
- raptownie się odwrócił. - Co ty tu robisz?! Dlaczego...?!
Dlaczego nie śpisz?! - Alan był tak zakłopotany, że nie wiedział
jakich słów użyć.
-Ile
układasz włosy?
-A
co cie to interesuje?! Ciebie nie powinno tu być!
-Następnym
razem zamknij drzwi! Mogę być gdzie mi się tylko podoba! -
wiedziałam, że robienie (kolejnej) awantury nic nie zdziała, tym
bardziej że obudzi się pozostałych. - Renata i Maciek śpią, więc
przymknij się! Mogę dotknąć twoich włosów?
-Co?!
- to pytanie niezwykle go zaskoczyło i oburzyło. - Chyba żartujesz!
Nie po to je godzinę stawiam, żebyś mi je niszczyła! Patrz,
chcesz zniszczyć takie arcydzieło?
Na
jego twarzy pojawił się uśmiech. Szybko go odwzajemniłam.
-Dobrze,
mi by się nie chciało ich układać. Idę.
-Ładnie?
-Co
ładnie?
-No
wiesz, ułożyłem?
Ponownie
pojawił się u niego i u mnie uśmiech.
-Sama
nie wiem...- choć tak naprawdę, bardzo mi się podobał w tych
włosach. To była pierwsza nasza spokojna (i nawet!) z uśmiechem
rozmowa.
Minęło
kilka dni i ku mojemu zdziwieniu. Obejrzeliśmy całą Pragę, a
nawet kupiłam sobie nową torebkę; z napisem „Prague”. Ja z
Alanem już się tak bardzo nie kłóciłam, lekko się
przyzwyczaiłam do nowego domu. Tylko coś się stało z Edvardem.
Baczniej mnie obserwował i patrolował. Gdy zwiedzaliśmy miasto,
tłumacząc historię zabytków, głównie na mnie patrzył. Albo gdy
weszliśmy do kawiarni (on płacił), usiadł blisko mnie. Byłam
wtedy na sto procent pewna, że słyszał moją rozmowę z
dziewczynami. Chciałam sprawić wrażenie, jakbym tego nie
zauważyła, choć mnie krępowało ciągłe obserwowanie.
W
tej chwili siedzieliśmy na murku; z niego widzieliśmy całą Pragę.
Rozmawiałam z dziewczynami o zabytkach w Pradze. A przy okazji
dowiedziałam się, w jakich miastach były wcześniej. Chciałam
poruszyć temat o magii, choć nie wiedziałam jak zacząć i kiedy
go rozpocząć. Pomyślałam, że w Pradze na murku którym byliśmy,
niestety Edvard wszystko by słyszał...
W
pewnym momencie magik wstał, jego twarz wyrażała tyle emocji, że
ciężko ją opisać. Hardo szedł do pewnego mężczyzny, mający
długi skórzany czarny płaszcz. Edvard idąc do niego zacisnął
pięści jakby by mu zaraz miał przyłożyć. Nieznajomy popatrzył
na mnie, lecz zauważając Edvarda, wyjął ręce z kieszeni i
szybkim krokiem odszedł. Zdziwiło mnie to, że Edvard nas tak po
prostu zostawił. Nie tylko ja zauważyłam sytuację. Wszyscy
zgromadzeni (ja, Renata, Alan, Maciek, Daniel, Greta, Kaja i
Piotrek), przestali rozmawiać i z zaciekawieniem oglądać sytuację.
Edvard i nieznajomy zniknęli nam z oczu.
-Kto
to był? - zapytała wszystkich Kaja, choć wiedziała, że nikt jej
na to pytanie nie odpowie.
-Jesteśmy
wolni! - krzyknęła rozradowana Renata.
-Spokojnie...
Na pewno zaraz tu będzie... - uciszył ją Maciek.
-Pewnie
i tak byśmy sobie nie dali rady,ale mamy siebie. - powiedziała
swoje Greta.
-Jakby
tak znowu pójść do domu... - rozmarzył się Daniel.
-No
i wtedy wszyscy zostalibyśmy przyjaciółmi! - Greta również
zaczęła marzyć.
-Na
pewno tak się nie stanie. - Maciek chciał uspokoić wszystkich.
-Trzeba
wierzyć w siebie, wtedy się osiągnie wszystko! - dopowiedziała
Kaja.
-Ale
jak sobie poradzimy?
-Poradzimy
sobie. Wszystko będzie dobrze jeszcze tego dopilnuję! - Piotrek
mówił niezwykle pewny siebie.
-Jesteśmy
w Czechach. Czechy graniczą z Polską, więc nie będzie tak ciężko.
Wtedy wszystko zaczniemy od nowa... - dalej poprowadził Alan.
-Spokój!
Edvard idzie... - zakończyłam.
*
* *
Leżeliśmy
w łóżkach. W pokoju było już ciemno, a jednak wszyscy myśleli o
dzisiejszym wydarzeniu.
-Powinniśmy
uciekać. - Renata przerwała godzinną ciszę.
-To
dlaczego tego nie zrobiłaś? - Alan jej odpowiedział.
-Bo
za bardzo się cieszyłam, żeby o tym pomyśleć.
-Dosyć
często się cieszysz.
-Taka
już jestem.
-Zmień
się.
-Nie
mogę. Już próbowałam...
-Pewnie
masz słabą wolę...
-A
ty niby dobrą?
-Tak.
-Na
pewno we wszystkim?
-Owszem.
-Za
dobrze cię znam. Nie dasz rady bez...
-Nie
znasz mnie.
-Znam.
Nie obejdziesz się bez ukochanej osoby. Dla miłości zrobisz
wszystko. Nawet się zmienisz.
-Nigdy.
-Zakład?
-Zgoda...
- Alan był niepewny.
-Zgadnę
w kim będziesz, lub jesteś zakochany. Powiem ci i udowodnię, że
zrobisz dla tej osoby wszystko. Jeśli wygram będę świadkową na twoim ślubie - Alan parsknął śmiechem -Jeśli przegram, zrobię dla ciebie wszystko,
nawet przejdę się nago po ulicy. Umowa stoi?
-Hmm... Masz jedną szansę, na zgadnięcie. Stoi.
Słychać
było jak Renata się odwraca (na łóżku) w kierunku Alana; po
chwili usłyszałam chlast dłoni uderzających o siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz