sobota, 22 grudnia 2012

No i ten rozdział co wszystko wyjaśnia ;D Na pewno ciekawy. Starałam się pisać ciekawie ;)

Rozdział 8
Rio De Janeiro? Tu przynajmniej będzie ciepło. Może się trochę zrelaksuję. Odpocznę od tej całej magii. Edvard mając dobry humor, może pozwoli mi, Renacie i Grecie wyjść na zakupy? Każde miasto ma swoje wspomnienia. Im więcej miast odwiedziłam, tym bliżej jestem odgadnięcia tych wszystkich pytań, co sobie zadaję. Czy tutaj uzyskam odpowiedź? Wstałam, ku mojemu zdziwieniu jako pierwsza. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Gdy zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się, popatrzyłam w lustro.
Widniała w nim moja twarz. Przyglądałam się swojemu odbiciu. Od małego, lubiłam robić miny, przed lustrem. Na początku pokazałam język. Potem robić zeza. Moje miny były naprawdę śmieszne. W pewnym momencie, chciałam zagrać luzaka. Wystrzeliłam palce w bok, przymknęłam oko i zadziorny uśmieszek. Nagle drzwi się otworzyły; zapomniałam je zamknąć! Stał w nich Alan. Na prawej ręce miał zawieszony ręcznik, pianka w lewej. Widziałam jego twarz, odbijającą się w lustrze. Przecież nigdy go nie widziałam bez żelu! Był... taki jakiś inny. Widać było, iż wstał dopiero z łóżka. Wyglądał śmiesznie.
Ale nie aż tak źle, jak ja! On zauważył moje odbicie; tej luzackiej, w ogóle nie pasującej do mnie twarzy. Widział również moją pozę przed lustrem.
Nie minęły dwie sekundy, kiedy się gwałtownie wycofał. Lecz słyszałam jego donośny śmiech. Był płynny, miły i czysty. Też zaczęłam się śmiać.
Zaraz po tym wydarzeniu, wyszłam również. Chłopak cały czas się śmiał, ja także. Obudziliśmy Maćka. Alan choć próbował zatrzymać, albo chociaż ściszyć swój śmiech; nie wychodziło mu to. Na głowie miał kołdrę, pewnie dlatego, aby przykryć nie ułożone włosy.
Po kilku minutach śmiechu, uznałam, że oboje widzieliśmy się w niekomfortowej sytuacji. Wyglądał naprawdę ślicznie, z tym jego uśmiechem...
-Idź do łazienki, bo Renata lub Maciek cię zobaczą!
Chłopak przestał, tak bardzo się śmiać, wziął (pewnie ponownie) rzeczy i poszedł.
-Co było takiego śmiesznego? - zapytał Maciek, nie wstając z łóżka, ba nawet głowy nie podnosząc.
-Nic.
Ale uśmiech i tak nie znikał mi z twarzy.


* * *
Gdy było już ciemno, wyszliśmy do miasta, aby pokupować pamiątki. Wszystkie dziewczyny (łącznie ze mną), ucieszyły się, gdyż odetchną od przeżyć (brak Edvarda, walka itp.). Niestety gdy zaczęłyśmy dochodzić do głównego rynku, zmieniłyśmy zdanie. Wszędzie panował tłok, było gorąco i duszno. Niemalże od razu poczułam, krople potu na czole. Jakoś tak wyszło, że szłam z Maćkiem, rozmawiając z nim. Opowiadaliśmy sobie, różne historie, które przydarzyły się nam podczas wakacji. W końcu doszliśmy do restauracji. Cały czas rozmawiając, weszliśmy do środka. Poczułam niesamowitą ulgę; klimatyzacja. Pomyślałam, że już nigdy z tego miejsca nie wyjdę.
Przysiedliśmy do różnych stolików. Mnie wypadło usiąść z Maćkiem i Danielem. Rozmowa była bardzo przyjemna. Gdy w pewnym momencie, mężczyźni zaczęli, rozmawiać między sobą, ja spojrzałam na stolik Renaty, Grety, Piotrka i Alana. Alan odwrócił wzrok, gdy ja zwróciłam głowę w jego stronę. Pewnie mnie obserwował. W końcu obejrzałam się za siebie. Niemożliwe... To ten facet!! Gwałtownie wstałam, spojrzawszy na Edvarda. Zamawiał dania (dobrze wiedział jakie). Znów zauważyłam mężczyznę, ze szybą restauracji. Maciek i Daniel byli bardzo pochłonięci rozmową. Podobnie drugi stolik.
Ruszyłam żwawym krokiem do drzwi. Wychodząc spostrzegłam, jak Edvard zauważył co robię. Pędem zaczął biegnąc do wyjścia. Już miałam również uciekać przed nim, do obcego mężczyzny, gdy nagle ON stał przede mną.
Wystawił rękę przed siebie, dobrze wiedziałam co robić. Szybko ją złapałam...
To czego doświadczyłam po zetknięciu rąk, długo zapamiętam. Czułam jakby ktoś podciągał mnie za ubrania, wyrywał z tego świata. Straciłam grunt pod nogami. Oczy zaczęły mnie szczypać, więc szybko je zamknęłam. Mimo wszystko, nic nie czułam <wiem, że to tak dziwnie brzmi, ale ciężko jest to opisać; może jakbyś była powieszona na rękawach i tak szybko lecisz, że oczy Cię szczypią>. W mojej głowie lub gdzie indziej słyszałam krzyki, śpiewy, rozmowy i inne odgłosy. Wszystko to się wymieszało i powstał chaos.
Powoli odzyskiwałam grunt (od czasu do czasu uderzałam nogą o grunt). Mogłam chociaż zmrużyć oko. I siła ciągnięcia za ubrania słabła.
W końcu całkowicie wróciłam do „rzeczywistości”. Gdy odzyskałam grunt, upadłam na kolana. Zaczęłam ocierać oczy.
-Ała... Nie musiałaś mnie tak mocno trzymać. Nie wiedziałem, że masz taki ścisk.
Otworzyłam oczy. Znajdowaliśmy się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Po mojej prawej stronie były na podłużne stoliki (jak można by to było nazwać), a na nich znajdowały się przeróżne buteleczki i książki. Choć tak naprawdę po mojej lewej stronie była mini-biblioteczka. Przede mną stał mężczyzna, a za nim była pusta przestrzeń (niezbyt duża). Spojrzałam na niego.
Posiadał wystające kości policzkowe. Miał czarne włosy i mały wąsik. Ciemne oczy podkreślały mu brwi. Zbliżał się pewnie, do czterdziestu lat.
Obcy popatrzył na mnie i po chwili zaczął podchodzić. Szybko wstałam. On wtedy się zatrzymał. Nie puszczał ze mnie wzroku.
-Czego chcesz? - zapytałam.
-Wyjaśnić ci wszystko. Dlaczego zostałaś tutaj przeniesiona i po co. Jak się działy, niektóre rzeczy. Co masz do tego wszystkiego wspólnego i nauczyć cię czegoś.
Mężczyzna widząc moje nieprzekonane, dopowiedział:
-Nazywam się Marcus. Mam więcej lat, niż na to wyglądam. Jestem taki sam jak on, ty i twoi przyjaciele.
-Mówiąc „on”, masz na myśli Edvarda?
-Edvard?! Edvard?! - był pełny zdumienia i oburzenia – to czysty diabeł, demon, psychopata! Jak można o nim mówić „człowiek”?! A szczególnie ty!
Milczałam. Nie wiedziałam jak na to zareagować. Skoro nie miał znaczenia „człowiek” to o co mu chodziło?
-To ja też jestem demonem?
-Nie... Jesteś taka ja my.
Powoli się domyślałam, ale wolałam mieć pewność.
-Czyli jaka?
-Magiczna.

Nie uwierzyłam mu. Niby ja również czaruję?! Wtedy powinny dziać się, jakieś dziwne rzeczy...CHYBA. Ale nie mam pewności... Nie, nie, to nie może być prawda. Marcus widząc moją minę, powiedział:
-To prawda. Ty również, możesz czarować.
-Ok... Spróbuję wziąć to na poważnie. Nie potrzebuję jakiegoś magicznego przedmiotu? Na przykład różdżki?
-Ha ha, nie. Te wszystkie pierścienie, różdżki, pelerynki są zbędne. Potrzeba jest siła woli. Nasze uczucia mają wpływ, na siłę mocy. Ale, zanim będę cię uczył, powiem dlaczego, on sprowadził was. Proszę, tylko mi nie przerywaj.
Ty wraz z innymi, którzy byli „porwani” przez NIEGO, możecie czarować. To właśnie dlatego, zostaliście „uwięzieni”. Sporo „normalnych” ludzi nie wie, że są czarnoksiężnikami. A dlaczego was? Ponieważ jesteście czarnoninami. Są to czarnoksiężnicy, posiadający dodatkowy dar. Gdy wspólnie połączycie siłę, nikt, żadna ilość czarnoksiężników nie będzie w stanie was pokonać. Dlatego wspólnie jesteście bardzo niebezpieczni. W sumie jest was dziewięciu. Nie! Nie przerywaj, dobrze wiem, że znasz i widziałaś tylko siedmiu. ON uwięził gdzie indziej dziewiątą osobę. Tak abyście, nie mogli się spotkać. Wielu dobrych i złych czarnoksiężników, szukało was wszystkich, niestety tylko jemu udało się was odnaleźć i złapać... Tak... Ja również szukałem, ale jestem tym dobrym, zamierzałem wam powiedzieć kim jesteście i nauczyć was tego, z czym się urodziliście. Inni źli mieli jednak inne plany niż ON. Chcieli was schwytać, nauczyć magii i wykorzystać. ON jednak uniemożliwił wam, wszelkich informacji, na temat magii, gdyż uznał, że moglibyście GO pokonać. Udało mu się tylko jemu, ponieważ jest jednym z najbardziej uzdolnionym czarnoksiężnikiem, żyjącym na ziemi. Ciebie złapał ostatnią, iż nie posiadasz rodziny i wielu znajomych. Zastanawia pewnie ciebie, dlaczego musieliście podróżować? A odpowiedź brzmi; jesteście poszukiwani, gdyby za długo był w jednym miejscu, złapali by wszystkich. Ja na szczęście, również jestem uzdolnionym czarnoksiężnikiem. Dlatego mnie najszybciej, udawało się was odnaleźć. Całe szczęście, byłaś ciekawa i złapałaś mnie za rękę. Hmmm... Dalej nie mam pomysłu, co jeszcze wyjaśnić... A! Z obrzydzeniem wymawiam jego imię -zrobił kwaśną minę – Edvard Prine jest poszukiwany, przez czarnoksiężników, iż jest złym stworzeniem.
Nie wiem jak wyglądała moja twarz, ale na pewno nienormalnie. Choć wszystko trzymało się kupy, było nierealne. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami i lekko rozchyloną buzią.
-Jakieś pytania? Dzisiaj uczysz się prawdy, jutro będziemy ćwiczyć.
Nie mogłam wydobyć słowa. Muszę sobie to wszystko poukładać... Moje uczucia są dziwne, nie da się ich opisać, ale w sumie. Jak ktoś by się czuł po takiej „prawdzie”?!
-Tam – on pokazując na schody – jest twój nowy pokój. Widzę, że nie możesz normalnie funkcjonować, więc idź się połóż.
Nie wiem jakim sposobem doszłam do pokoju. Pamiętam, że wywaliłam się na schodach i położyłam na łóżku...
-------------------------------------------------------------------
Następny rozdział, bardziej wyjaśni szczegółowo :)

3 komentarze:

  1. ciekawe, a nawet bardzo :)
    najlepsza był ta scenka w łazience
    haha xD to było boskie !
    Zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki ;)Ale w następnych rozdziałach nie będzie Alana :(

    OdpowiedzUsuń