Rozdział
7
Nikt
się nie odzywał nawet Renata. Maciek słuchając muzyki <Piosenka którą słuchał>, leżał od
czasu do czasu kiwając głową. Alan spał (zauważyłam, że lubi
spać), Renata choć energiczna, spokojnie siedziała na łóżku
czytając książkę. Ja wpatrywałam się w okno. Obserwowałam
szybujące ptaki. Edvard nie wracał, albo wrócił bezgłośnie. W
oczach ciągle go miałam słabego i pokrytego krwią. Proszącego o
dyskrecję. Zobaczyłam coś, czego nie powinnam widzieć.
Rozmyślałam
co by się stało, gdybym dotknęła ręki obcego. W końcu zrobił
to Edvard. Wrócił z takim stanem... Czy ja bym też taka wróciła?
Czy by mnie ten obcy zamordował? A może bym przeżyła? „Wszystko
ci wyjaśnię” sama nie wiedziałam, czy by mi powiedział wszystko
o Edvardzie, magii lub nawet dlaczego tu jestem... Wzięła mnie
głęboka chęć dotknięcia ręki i zobaczenie co się stanie.
Postanowiłam sobie, że gdy go następnym razem ujrzę, chwycę jego
dłoń, prosząc o wyjaśnienie. Chyba, że wszystko opowie Edvard...
Lecz na to chyba nie mogę liczyć...
Puk!
Puk!
-Chciałabym
pogadać. - rozpoznałam głos Grety.
-Siadaj.
- Renata odłożyła książkę i uśmiechnęła się do
przyjaciółki.
-Choć
może i pukasz, to raczyło by zapytać czy możesz wejść. -
półprzytomnie Alan podniósł głowę, spojrzawszy na dziewczyny.
Na mnie spojrzał wyjątkowo krótko; nawet ledwo zauważalnie, jakby
chciał zobaczyć czy jestem. Zresztą dopiero teraz zdałam sobie
sprawę, że to nieładnie, tak wchodzić.
-Nie
wciskaj się tu do spraw Grety! Jest ona dorosła...
-I
niewychowana...
-Spoko
Renata. Nie zwracam uwagi na takich... - Greta zakończyła spór. -
Przybył Edvard?
-Niestety
nie... - Renata choć uśmiechnięta, powiedziała przygnębiającym
tonem.
-Nina,
ty widziałaś jakąś ścieżkę... Dlaczego ty? Widziałaś go?
-Widziałam.
- powiedziałam.
-Gdzie
on był?!
-To
ten co był odwrócony plecami, a potem leżał.
-Ten
żul?! To był Edvard?!
-Tak.
Greta
z szokiem odpowiedziała przekleństwem.
-Dlaczego
nie pomogłaś mu? Albo nam go nie pokazałaś?
-Bo
prosił abym tego nie robiła.
-No
i co było dalej? - zapytała Renata.
-Zaczarował
moje oczy. Musiałam go objąć aby nie upadł.
Nagle
Maciek wstał, podszedł do mojego łóżka i usiadł. Również
usiadłam.
-Coś
jeszcze? - zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie.
-Był
ranny, że sam nas nie poprowadził?
-Tak.
-Jeszcze
chwila, a się pocałujecie! - Alan uważnie nas obserwował. Zdałam
sobie sprawę, że nasze twarze są blisko siebie i ciągle patrzymy
sobie w oczy. Szybko odwracając twarz, zauważyłam chichoczące
dziewczyny. Lecz Alan się nie uśmiechał. Był naburmuszony.
-Ja
lepiej już pójdę, bo będę światkiem śmierci. - Greta
spoglądając na Alana to Maćka, wstała dodając: - Nie chcę
zeznawać przed sądem.
-Pójdę
z tobą, tam pogadamy. - Renata poszła za przyjaciółką.
-Też
idę z wami, bo zaraz zostanę zaatakowany. - Maciek i przyjaciółki
roześmiały się.
Po
chwili ich nie było. Alan spoglądał na mnie przez chwilę, po czym
wstał i poszedł do łazienki; zamykając drzwi.
Dosyć
długo go nie było. Nie słyszałam spuszczającej się wody, ani
cieknącej jej z prysznica. W końcu po pół godzinie (jak i nie
dłużej) wyszedł. Od razu wiedziałam, co go przetrzymało; włosy
połyskujące od żelu i ułożone w jeżyka. Uśmiechnęłam się do
niego. On zignorował mnie, choć końcówki ust zadrgały i sama nie
wiem, czy nie zaczerwienił się. Był na mnie zły. Dlaczego? Aby
złagodniała sytuacja postanowiłam, skomplementować fryzurę.
Wiedziałam, że on to lubi.
-Nawet
fajnie ci wyszło.
-Ta.
-Jeśli
dasz to sama ci ułożę je kiedyś.
Spojrzał
na mnie jak na wariatkę, unosząc jedną brew.
-A
źle wyglądam?
-Yyy...
- zadał bardzo ciężkie pytanie. Jak powiem, że nie to się obrazi
albo załamie. Jak powiem tak, wyjdzie że mi się on podoba.
-Czyli
źle...
-Nie
wiem co odpowiedzieć! Jak dasz mi raz swoje włosy, to będzie mi
się na pewno podobało!
-Na
pewno uczeszesz je na gładkie, jak u Maćka! Nie dostaniesz ich...
*
* *
Sama
nie wiem czy obraziłam się na Alana... Na pewno zraziłam.
Rozczarowała mnie jego reakcja, na moje pytanie. Wiem jedno; on się
obraził na mnie. Nie miałam komu się wyżalić o swoich problemach
z Alanem. Do tego potrzeba jest dziewczyna, więc Maciek lub Edvard
odpadają... Może Renata? Ją znam w końcu najlepiej. Niedługo po
tym zdarzeniu, odważyłam się wyżalić, Renacie na osobności:
-Renata
słuchaj... Mogę na tobie polegać?
-Jasne!
- dziewczyna niespodziewanie zrobiła poważną minę – Mów o
swoich problemach.
-Nie
układa mi się z Alanem... Ciągle się z nim kłócę, nie mogę
dojść do porozumienia. Mam tego dość! Jest taki wnerwiający...
-Rozumiem
że albo jesteś z nim w związku, albo podoba ci się.
-Skąd
możesz to wiedzieć?
-Nie
układa mi się z Alanem... To brzmi jakbyś była w związku. Mówisz
mi o kłopotach z nim, czyli żal ci jest, że kłócisz się. Zależy
ci na nim?
-Jaka
ty jesteś bystra... Tak zależy, podoba mi się, ale nie jestem z
nim w związku.
-Spokojnie.
My też kłócimy się z nim. A najczęściej chodzi o przebywanie
jego w łazience... Strasznie długo tam siedzi! Zamyka się, siedzi
godzinami i wychodzi uśmiechnięty. Ciągle się go pytamy co tam
robi, ale on mówi, że to tylko poranna toaleta...
-To
wy nie wiecie?! Nie widzicie?!
-Czego
nie widzimy? To ty wiesz?!
-Ja...
Nie, nie wiem..
Spojrzała na mnie uważnie, po czym (w końcu) się uśmiechnęła.
Spojrzała na mnie uważnie, po czym (w końcu) się uśmiechnęła.
Choć
od mojej rozmowy z Renatą minął jeden dzień i nic nie jedliśmy,
nie odczuwaliśmy głodu. Była ósma rano (Alan już uczesany), gdy
wszyscy siedzieliśmy, lub leżeliśmy na łóżkach. Renata czytała,
a przy okazji pożyczyła mi swoją książkę; abym też mogła
czytać. Alan pewnie grał w grę na telefonie, ponieważ od czasu do
czasu robił kwaśną minę. Maciek leżał i nic nie robił, patrzył
w sufit.
Puk! Puk!
Puk! Puk!
-Witajcie!
Nic nie jedliście, przepraszam! Trochę mi pewne sprawy, zajęły
czasu...
Wszyscy
(ja, Renata, Alan i Maciek) zwróciliśmy głowę w kierunku drzwi.
Było to dla nas szokiem bo stał w nich... Edvard! Uśmiechnięty,
żywy – cały. Nie miał ran, nie był ani słaby, ani zmęczony;
lecz energiczny i wesoły. To na pewno nie był ten Edvard, co stał
przede mną podparty o moje ramię, dwa dni wcześniej.
-Edvard?!
- wszyscy jednocześnie krzyknęli.
Mężczyzna
uniósł lekko brwi.
-Chcecie
śniadanie? Za to, że mnie nie było, może pójdziemy do
restauracji?
-Gdzie
ty... - Renata chciała zadawać miliony pytań; tak jak każdy.
Niestety Edvard zakończył wszelkie pytania.
-Nie
będę odpowiadał na żadne pytania. Ja mam pytania i mam nadzieję,
że dostanę na nie odpowiedź. - tutaj spojrzał na mnie – bądźcie
w recepcji za pięć minut.
Wyszedł
już nic nie mówiąc. Wszyscy nadal patrzyli się w drzwi. Alan po
chwili zszedł z łóżka, wziął ubrania i poszedł do łazienki.
Dopiero po dłuższej chwili się poruszyłam. Renata wstała i
dziwnie wyszła z pokoju. Maciek chciał postąpić tak samo, ale w
ostatnim momencie zatrzymał się i zapytał:
-Chcesz
iść ze mną?
-Tak.
Podchodząc
do Maćka, Alan wyszedł łazienki; specjalnie go popychając. Minę
miał naburmuszoną jak wtedy, gdy Maciek był na moim łóżku.
Spoglądając to na Alana, to na Maćka wywnioskowałam, że Maciek
wcale nie przejął się agresywnym zachowaniem Alana. Wręcz
przeciwnie, dało mu to satysfakcję.
-Nina
idziesz?
-Yyy...
Tak.
-Smacznego!
Chyba
nie tylko mnie, denerwował jego nastrój. Choć nikt mu nie
odpowiedział, uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Czy myślał, że
wszyscy zapomną, iż go nie było?! Każdy zjadł w ciszy śniadanie.
Gdy Edvard udał się, aby zapłacić rachunek, szybko odeszłam od
stołu, biegnąc za nim. Nasunęło mi się pierwsze pytanie:
-Dlaczego
ciebie nie było?!
-Ależ
byłem.
-Kiedy
niby?
-Cały
czas.
-No
chyba...
-Nie
żartuję.
-To
co robiłeś? Ale...
-Nino,
mówiłem ci kiedyś, że jesteś wścibska – spojrzał na mnie,
uśmiechając się.
Jak
mógł, mnie osądzać?! Nie jestem wścibska! W takim przypadku,
każdy jest ciekawy co się stało!
-Edvard,
powiesz mi cokolwiek?
-Tak.
Nie możesz rozmawiać, dotykać i wszystko inne związane z tym
facetem.
Poczułam
się jak dziecko. Jakbym dostała naganę. I ja zachowując się jak
ono zapytałam:
-Dlaczego?
-Ja
tak mówię i tak ma być.
Spojrzał
na mnie surowo. Teraz to naprawdę, czułam, iż za chwilę się
rozpłaczę, bo nie dostałam więcej informacji. Lecz oprócz
dziecinnego zachowania, zauważyłam jego wyższość. Jakby był
moim rodzicem. Ja z naburmuszoną miną (pewnie taką jaką miał
Alan), tupnęłam nogą i odeszłam. Każdy spojrzał na mnie (ci co
byli przy stole). Niektórzy się uśmiechnęli, a inni parsknęli
śmiechem.
Nie
wiedząc o co chodzi, po chwili zorientowałam się, że mam tą
samą, naburmuszoną minę jak dziecko. Musiałam wyglądać
śmiesznie. W figurze dorosłej kobiety i miną pięcioletniego
dziecka.
Usiadłam
koło Renaty. Po kilku minutach wrócił Edvard. Cały czas
uśmiechnięty. Jadąc autobusem (Edvard chyba zrezygnował z metra),
cały czas myślałam jak dziecko. Interesowały mnie budynki i
ludzie. Gdy szedł jakiś pies, ledwo co powstrzymałam się od
wypowiedzenia: „jaki śliczny!”. Rozmyślałam również o tym,
że nikt mną nie będzie rządził. Będę rozmawiać, dotykać i
wszystko inne związane z obcym! Poczułam dziką chęć,
przeciwstawieniu się Edvardowi. Czy to jakieś zaklęcie?
super rozdział :D
OdpowiedzUsuńAlan jest najlepszy
I ♥ Alan :)
haha :D Następny rozdział będzie niesamowity (mam nadzieję). W nim cała historia się obróci - jest już napisany ;)
OdpowiedzUsuńto dobrze ^^
OdpowiedzUsuńa niesamowity to na pewno będzie :D
OdpowiedzUsuń