Rozdział
9
Rozpostarłam
się, wyciągając ręce. Zamiast czuć zimnego betonu, było ciepłe
drewno. Gwałtownie otworzyłam oczy. Inne umeblowanie pokoju, inne
kolory, wszystko inne... Szybko usiadłam. Na sobie miałam, ubranie
z wczorajszego dnia. Zaczęłam się zastanawiać, co było wczoraj.
Rio De Janeiro, restauracja, ucieczka, wyjaśnienie... Rozejrzałam
się w poszukiwaniu szafy z ubraniami. Zauważając ją podeszłam i
otwierając wybrałam; dresy, bluzkę na ramiączka i bluzę.
Wyszłam
z „mojego” pokoju. Czułam zapach jajecznicy. Schodząc ze
schodów, od razu analizowałam całe pomieszczenie. Przechodząc
koło „stolików”, oglądałam wszystko z zainteresowaniem. Nie
wiem co tam stało, ale wyglądało na jakieś eliksiry...
Idąc
za zapachem i odgłosem smażonych jajek, skręciłam w lewo.
Przechodząc kilka kroków, można było zauważyć lodówkę, blaty
i kuchenkę.
-Wejdź.
Wystraszyłam
się, już znajomego głosu. Niepewnie zaczęłam iść. W końcu
widać było stół, a za nim mężczyzna. Oglądał gazetę i w tym
samym momencie popijał herbatą. Na pierwszy rzut oka, można
pomyśleć: „normalny facet, mieszkającym w dziwnym domu”. Nie
wiedziałam co powiedzieć. Nie mówiąc nic dosiadłam się
naprzeciwko.
Uważnie
obserwowałam, osobę która mnie tu sprowadziła. W pewnym momencie,
wyciągnął rękę w kierunku kuchenki. Dopiero teraz zauważyłam,
smażącą się na niej jajecznicę. Choć patelnię, a rękę
mężczyzny dzieliły, nawet więcej niż dwa metry, on „chwycił”
ją. Podniósł lekko dłoń do góry i ku mojemu wielkiemu
zaskoczeniu jedzenie również. Marcus nawet nie spojrzał na smażone
jajka, tylko operował z daleka. W pewnym momencie dwa talerze z
szafki, wyjęły się i postawiły na blacie kuchennym. Mężczyzna
lekko wykrzywił rękę, a z nią patelnia. Jajka podzieliły się na
dwie równe porcje. On „odstawił” brudne naczynie, machnął
lekko dłonią do góry, wraz z nią talerze. Przyciągnął rękę
do siebie. Naczynia zaczęły lecieć w naszym kierunku. Po kilku
sekundach, miałam przed sobą jajecznicę. Wszystko to wyglądało,
jakby Marcus machał sobie ręką.
Patrzyłam
na niego w osłupieniu. Lecz moje oczy, przykuwały jedzenie. W końcu
znowu patrzyłam na mężczyznę; i tak co chwila. Obcy wziął
widelec i powoli jadł. Widząc (a raczej słysząc), że nie jem
spojrzał na mnie. Jego oczy miały wyraz zdziwienia.
-Dlaczego
nie jesz? Nie otrujesz się. Ja również nie gryzę – dodał z
uśmiechem. Po czym wrócił do jedzenia i czytania gazety. Nadal nie
tykałam jedzenia. On znów widząc, moje zachowanie, popatrzył
proszącym wzrokiem. Ja mu „odpowiedziałam”, że nadal mu nie
ufam. Marcus zrobił krzywy uśmiech, znaczący; no cóż. Miałam do
niego mnóstwo pytań. Na temat mnie, Edvarda i ogólnie magii.
-Jestem...czarodziejką?
- niepewnie spytałam.
-Nie
ma czarodziei. Nie ma wróżek, magów i innych określeń. Najlepsze
sformułowanie to czarnoksiężnicy. Ponieważ magii, na tym świecie
nie miało być. Jest ona „nielegalna”, więc nazywamy ją czarną
magią. Tak, jesteś czarnoksiężnikiem.
-Mówiłeś,
że mam jakąś nadprzyrodzoną moc... Znaczy, ten dodatkowy dar –
dodałam widząc jego zdziwienie – jaka ona jest? Co to jest?
-Każdy
z was, ma inny dar. Ma on wielkie znaczenie, dla codziennego życia.
Ty masz... A może nie zauważyłaś, coś innego, coś
odróżniającego się?
-Mówiąc
to, przychodzi mi do głowy dużo dziwnych zdarzeń. Nie pamiętam.
-No
dobrze... A czy zdarzyło się kiedyś, że zgadzałaś ze sobą
ludzi?
-Taak...
-No
i co? Coś zauważyłaś?
-No
nie wiem... Tak szybko mi się to udało zrobić...
Mężczyzna
się uśmiechnął.
-Masz
dar pokoju. Niesiesz zgodę wobec innych. Nie uważasz, że to jest
bardzo ważne, w życiu codziennym? Gdy używasz tej „mocy”,
źrenice powinny się raptownie zmniejszyć. Prawda?
-Tak!
A jakie „moce” mają inni? Na przykład Renata?
-Renata
Wenus? Ona jest bardzo ważna, nosi energię. Pewnie jest zawsze w
dobrym humorze, energiczna i bardzo rzadko siedzi na tyłku. Tak?
-Skąd
wiesz jak ma na nazwisko?
-Ha
ha! Żebyś wiedziała ile osób zna wasze nazwiska! Czy myślisz, że
wasze dodatkowe „moce” znają kilka ludzi?! Prawie wszyscy
czarnoksiężnicy, wiedzą o waszym istnieniu! ON czyli...
-Edvard?
-Tak....
Też jest znany. Zniszczył zbyt dużo żyć, aby było o NIM
cicho... Zmierzył sporo walk z potężnymi czarnoksiężnikami...
Wynalazł antidotum na niewyleczalne choroby... Ma bardzo dużo
podwładnych. Dobrze sobie to zaplanował. Gdy byliście na przykład
w tej restauracji w Rio, wszędzie roiło się od pracowników
demona.
-To
jak ci się udało podejść tak blisko?
-Kochana,
ON może być potężnym, ale silniejszego ode mnie nie ma. Nic mi
nie zrobiło usunięcie kilku jego podwładnych.
-Zabiłeś
ich?!
-Nie.
Zabić mogę tylko JEGO – uśmiechnął się – tak, dostałem
prawa. Nie będę poszukiwany, jeśli umrze z mojej ręki.
-Przez
kogo poszukiwany?
-Komisariat.
To taki budynek, jak sąd. Daje prawa i je zabiera, no wiesz... To
właśnie przez komisariat też jesteście, poszukiwani, ale w celu
powiedzenia wam prawdy. Tylko no... może mniej taktowny sposób.
-Chcę
jeszcze powrócić do tematu o darach. Jaki dar ma Alan? - niestety
nie zdążyłam ugryźć się w język.
-Hmmm...
Ciężko jest go opisać. Nie można powiedzieć miłości, bo to nie
było by zgodnie z prawdą – bardziej mówił do siebie, niż do
mnie – ale dawaniu może sensu życia? Scenariuszu... Może czułaś,
gdy byłaś koło niego, to nabierałaś uczuć? Niekoniecznie
pozytywne. Ach... Biedaczek, bardzo ciężko jest mu ukryć uczucia,
ale są na pewno szczere. Maciek ma dar odwagi. Greta posiada wielką
inteligencję, w głowie pomieści więcej informacji niż ktokolwiek
inny. Daniel daje optymizm, doprowadza do spełnienia, to tak jakby
dobry przyjaciel każdego. Piotrek daje poczucie bezpieczeństwa,
jest najsilniejszy, a Kaja może manipulować. Czyli ktoś zrobi dla
niej co sobie życzy.
-Ja
mam najgorsze... Do niczego się nie przyda...
-Myślisz
jak dziecko, Nino. To ty doprowadzasz do zgody, między czarninami.
Jest jeszcze dziewiąty... Róża Walik, przez anglików nazwana
Rose. Ona ma niesamowity dar... Wystarczy, że spojrzy ci w oczy i
już wie co przeżyłaś i jakie masz uczucia teraz. Właśnie! Jak
cię nauczę czarnoksięstwa, pójdziesz uratować małą z tego
piekła. A może przy okazji uratujesz, kogoś. Ale szczegóły planu
później. Dziś jeszcze będziesz ćwiczyć. Więc radzę ci
pośpiesz się.
-A
gdzie my teraz jesteśmy?
-Wyjrzyj
przez okno. Nie tutaj nie ma okna.
Wstał
i poszedł. Przed sobą cały czas miałam jajecznicę. Rozmowa mnie
tak pochłonęła, że o niej zapomniałam. Nabrałam zaufania do
niego. Zaczęłam jeść śniadanie.
Znowu
weszłam do głównego pokoju. Podeszłam do drzwi. Mam nadzieję, że
prowadzą do wyjścia z domku. Nie było butów, które można było
założyć, więc ruszyłam boso. Nacisnęłam klamkę i popchnęłam
drewno. Najpierw dotarł do mnie zimny wiatr, potem świeże
powietrze. Przede mną ukazał się krajobraz. Piękny krajobraz.
Ruszyłam przed siebie, nie wierząc oczom, że widzę tak piękną
matkę naturę. Pod stopami, poczułam miękką trawę. Jej listki
plątały się w moje palce. Było niesamowicie, to piękne uczucie.
Mam nadzieję, że każdy choć raz poczuje, co ja w tej chwili.
Stanęłam,
gdyż były przede mną kamienie, a za nimi przepaść. Znajdowaliśmy
się bardzo wysoko, ale nie, aż tak, żeby był śnieg. Na dole
widniało wielkie jezioro. Z prawej strony były kamienne schody,
prowadzące w dół. Ścieżka znikała w lesie. Na tej wysokości,
drzewa nie rosły. Gdzieniegdzie były pełniki alpejskie. Zamknęłam
oczy, wyobrażałam sobie nierealne rzeczy. Coś co chciałabym,
doznać w życiu. Poczułam ciepły oddech. Momentalnie otworzyłam
oczy i odwróciłam się. Za mną stał Marcus. Patrzył co robię.
Może lekko się zaczerwieniłam, odwracając głowę.
-Nie
wstydź się tego, co chcesz. To jest piękne.
-Skąd
wiesz co chcę?
-Tak...
-Nie,
nie chcę znać jednak odpowiedzi... Skąd wiesz, że wyszłam?
-Zostawiłaś
otwarte drzwi, był przeciąg.
Uśmiechnęłam
się ze swojej głupoty zadawania pytań.
-Ed...
ON wiedział, że ty mnie szukasz, skąd?
-Z
kompleksu. To taka książka, która za pomocą magii, pokazuje co
może się zdarzyć. Lecz nie jest to na sto procent pewne. Widział,
pewnie jak dotykasz mojej dłoni...
-Uratuję
tą dziewczynkę? Zniszczę JEGO? Muszę? To mój obowiązek?
-Tak...
-Chcesz
ćwiczyć na dworze, czy w pomieszczeniu?
-Tutaj.
-Więc
słuchaj mnie uważnie. Są chwyty dawcze i prawcze. W walkach
przeważnie wykorzystuje się dawcze. Polegają one na używaniu
magii poza ciałem. Czyli podobne do tego co rano. Albo lepiej
jeszcze dam przykład.
Spojrzał
na drewno, które było niedaleko nas. Pewnie Marcus wykorzystuje je
na ogień do kominka. Pień który leżał, gwałtownie się
podniósł. Z pionowo postanowionego drewna zsunęła się kora.
Mężczyzna wyciągnął rękę w kierunku przedmiotu. Dłoń miał
całkowicie prostą, tak, że można by my było przybić piątkę.
Lecz powoli, palce zaczęły się zamykać. Na pniu wyrysowały się
jakieś dziwne znaki. Im bardziej zaciskał dłoń, tym głębsze i
bardziej dające rysów cięcia były widoczne. W końcu zacisnął
całkowicie pięść. Podeszłam do drewna. Tak gdzie nie było kory
widniała roślina. Od razu rozpoznałam kwiat lotosu. Mój ulubiony.
Nie chciałam już pytać, czy wie, jaki jest mój ulubiony kwiat.
-Ładnie
– to było jedyne co mogłam powiedzieć.
-Magia
prawcza jest odwrotnością do dawczej. Czyli wykorzystuje się ją
wewnątrz ciała. Spójrz.
Podszedł
do ściany domku. Był całkowicie rozluźniony. Powoli zaczął
znikać... Coraz szybciej mrugałam. W końcu nie można było go
zobaczyć. Wnet powoli zaczął się pokazywać i był. Podszedł do
mnie bliżej.
-To
jest bardzo przydatne zaklęcie. Czy rozumiesz co powiedziałem?
-Tak...
Dużo jest tych zaklęć?
-Bardzo
dużo.
-To
jak... Się je robi?
-Tu
przeważnie chodzi o wyobraźnię, wiarę i potrzebę. Musisz sobie
wyobrazić, że musisz zniknąć. Jak rysowałem ten kwiat, najpierw
pomyślałem jak będzie wyglądał. Musisz wierzyć w magię oraz
to, że ci się uda. Aby wykonać zaklęcie, musi być do czegoś
potrzebne. Na przykład aby się obronić albo właśnie komuś
pokazać w dobrych zamiarach.
-Skomplikowane,
czuję się jak w szkole.
-Heh
nauczysz się. To zaczniemy od najprostszego zaklęcia prawczego.
Wyobraź sobie, że jest ciemno. Nic nie widzisz. Jesteś w lesie,
chmury przysłaniają księżyc. Zamknij oczy. Skup się. Cały czas
widzisz jak teraz.
Gdy
przestał mówić, robiłam wszystko to co kazał. Jestem w lesie nic
nie widzę, jak teraz gdy mam zamknięte oczy...
-Nie,
Marcus to się nie uda...
Otworzyłam
oczy... Niesamowite nic nie widziałam! Właśnie wykonałam
zaklęcie!
-Udało
się! Nic nie widzę! To niesamowite!
-Dobrze
to teraz się odczaruj.
-Ok,
to jak mam sobie wyobrazić?
-Ha
ha to twój problem. Myśl.
-Ale...
Zanim się odczaruję, to pomożesz mi w sensie orientacyjnym?
-Nie.
Słyszałam
jak drzwi od domku się zatrzaskują. Ze środka wydobył się
śmiech. Poczułam jakbym była koło Alana...
rozdział świetny nawet bez Alana
OdpowiedzUsuńheh :D <333
Świetnie . Naprawdę super piszesz czekam na rozdział 10. c:
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie i licze na kom i obs. shoowers.blogspot.com
takie komentarze, mobilizują mnie do pisania :D Po świętach może coś dodam :)
OdpowiedzUsuńokey :)
OdpowiedzUsuńczekam ♥
kiedy następny rozdział <333 ?
OdpowiedzUsuńsorry, że nie piszę, ale: 1) nie zawsze mam czas, kiedy mam wene 2) Czasem mi się nie chce xd 3) Gdy już do tego zasiadam to nie mam weny ;p Może za tydzień ;)
UsuńOK. :)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
OdpowiedzUsuńczy będą następne rozdziały ?
OdpowiedzUsuń