Rozdział
8
Rio
De Janeiro? Tu przynajmniej będzie ciepło. Może się trochę
zrelaksuję. Odpocznę od tej całej magii. Edvard mając dobry
humor, może pozwoli mi, Renacie i Grecie wyjść na zakupy? Każde
miasto ma swoje wspomnienia. Im więcej miast odwiedziłam, tym
bliżej jestem odgadnięcia tych wszystkich pytań, co sobie zadaję.
Czy tutaj uzyskam odpowiedź? Wstałam, ku mojemu zdziwieniu jako
pierwsza. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Gdy zrobiłam
poranną toaletę i ubrałam się, popatrzyłam w lustro.
Widniała
w nim moja twarz. Przyglądałam się swojemu odbiciu. Od małego,
lubiłam robić miny, przed lustrem. Na początku pokazałam język.
Potem robić zeza. Moje miny były naprawdę śmieszne. W pewnym
momencie, chciałam zagrać luzaka. Wystrzeliłam palce w bok,
przymknęłam oko i zadziorny uśmieszek. Nagle drzwi się otworzyły;
zapomniałam je zamknąć! Stał w nich Alan. Na prawej ręce miał
zawieszony ręcznik, pianka w lewej. Widziałam jego twarz,
odbijającą się w lustrze. Przecież nigdy go nie widziałam bez
żelu! Był... taki jakiś inny. Widać było, iż wstał dopiero z
łóżka. Wyglądał śmiesznie.
Ale
nie aż tak źle, jak ja! On zauważył moje odbicie; tej luzackiej,
w ogóle nie pasującej do mnie twarzy. Widział również moją pozę
przed lustrem.
Nie
minęły dwie sekundy, kiedy się gwałtownie wycofał. Lecz
słyszałam jego donośny śmiech. Był płynny, miły i czysty. Też
zaczęłam się śmiać.
Zaraz
po tym wydarzeniu, wyszłam również. Chłopak cały czas się
śmiał, ja także. Obudziliśmy Maćka. Alan choć próbował
zatrzymać, albo chociaż ściszyć swój śmiech; nie wychodziło mu
to. Na głowie miał kołdrę, pewnie dlatego, aby przykryć nie
ułożone włosy.
Po
kilku minutach śmiechu, uznałam, że oboje widzieliśmy się w
niekomfortowej sytuacji. Wyglądał naprawdę ślicznie, z tym jego
uśmiechem...
-Idź
do łazienki, bo Renata lub Maciek cię zobaczą!
Chłopak
przestał, tak bardzo się śmiać, wziął (pewnie ponownie) rzeczy
i poszedł.
-Co
było takiego śmiesznego? - zapytał Maciek, nie wstając z łóżka,
ba nawet głowy nie podnosząc.
-Nic.
Ale
uśmiech i tak nie znikał mi z twarzy.
*
* *
Gdy
było już ciemno, wyszliśmy do miasta, aby pokupować pamiątki.
Wszystkie dziewczyny (łącznie ze mną), ucieszyły się, gdyż
odetchną od przeżyć (brak Edvarda, walka itp.). Niestety gdy
zaczęłyśmy dochodzić do głównego rynku, zmieniłyśmy zdanie.
Wszędzie panował tłok, było gorąco i duszno. Niemalże od razu
poczułam, krople potu na czole. Jakoś tak wyszło, że szłam z
Maćkiem, rozmawiając z nim. Opowiadaliśmy sobie, różne historie,
które przydarzyły się nam podczas wakacji. W końcu doszliśmy do
restauracji. Cały czas rozmawiając, weszliśmy do środka. Poczułam
niesamowitą ulgę; klimatyzacja. Pomyślałam, że już nigdy z tego
miejsca nie wyjdę.
Przysiedliśmy
do różnych stolików. Mnie wypadło usiąść z Maćkiem i
Danielem. Rozmowa była bardzo przyjemna. Gdy w pewnym momencie,
mężczyźni zaczęli, rozmawiać między sobą, ja spojrzałam na
stolik Renaty, Grety, Piotrka i Alana. Alan odwrócił wzrok, gdy ja
zwróciłam głowę w jego stronę. Pewnie mnie obserwował. W końcu
obejrzałam się za siebie. Niemożliwe... To ten facet!! Gwałtownie
wstałam, spojrzawszy na Edvarda. Zamawiał dania (dobrze wiedział
jakie). Znów zauważyłam mężczyznę, ze szybą restauracji.
Maciek i Daniel byli bardzo pochłonięci rozmową. Podobnie drugi
stolik.
Ruszyłam
żwawym krokiem do drzwi. Wychodząc spostrzegłam, jak Edvard
zauważył co robię. Pędem zaczął biegnąc do wyjścia. Już
miałam również uciekać przed nim, do obcego mężczyzny, gdy
nagle ON stał przede mną.
Wystawił
rękę przed siebie, dobrze wiedziałam co robić. Szybko ją
złapałam...
To
czego doświadczyłam po zetknięciu rąk, długo zapamiętam. Czułam
jakby ktoś podciągał mnie za ubrania, wyrywał z tego świata.
Straciłam grunt pod nogami. Oczy zaczęły mnie szczypać, więc
szybko je zamknęłam. Mimo wszystko, nic nie czułam <wiem, że
to tak dziwnie brzmi, ale ciężko jest to opisać; może jakbyś
była powieszona na rękawach i tak szybko lecisz, że oczy Cię
szczypią>. W mojej głowie lub gdzie indziej słyszałam krzyki,
śpiewy, rozmowy i inne odgłosy. Wszystko to się wymieszało i
powstał chaos.
Powoli
odzyskiwałam grunt (od czasu do czasu uderzałam nogą o grunt).
Mogłam chociaż zmrużyć oko. I siła ciągnięcia za ubrania
słabła.
W
końcu całkowicie wróciłam do „rzeczywistości”. Gdy
odzyskałam grunt, upadłam na kolana. Zaczęłam ocierać oczy.
-Ała...
Nie musiałaś mnie tak mocno trzymać. Nie wiedziałem, że masz
taki ścisk.
Otworzyłam
oczy. Znajdowaliśmy się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Po mojej
prawej stronie były na podłużne stoliki (jak można by to było
nazwać), a na nich znajdowały się przeróżne buteleczki i
książki. Choć tak naprawdę po mojej lewej stronie była
mini-biblioteczka. Przede mną stał mężczyzna, a za nim była
pusta przestrzeń (niezbyt duża). Spojrzałam na niego.
Posiadał
wystające kości policzkowe. Miał czarne włosy i mały wąsik.
Ciemne oczy podkreślały mu brwi. Zbliżał się pewnie, do
czterdziestu lat.
Obcy
popatrzył na mnie i po chwili zaczął podchodzić. Szybko wstałam.
On wtedy się zatrzymał. Nie puszczał ze mnie wzroku.
-Czego
chcesz? - zapytałam.
-Wyjaśnić
ci wszystko. Dlaczego zostałaś tutaj przeniesiona i po co. Jak się
działy, niektóre rzeczy. Co masz do tego wszystkiego wspólnego i
nauczyć cię czegoś.
Mężczyzna
widząc moje nieprzekonane, dopowiedział:
-Nazywam
się Marcus. Mam więcej lat, niż na to wyglądam. Jestem taki sam
jak on, ty i twoi przyjaciele.
-Mówiąc
„on”, masz na myśli Edvarda?
-Edvard?!
Edvard?! - był pełny zdumienia i oburzenia – to czysty diabeł,
demon, psychopata! Jak można o nim mówić „człowiek”?! A
szczególnie ty!
Milczałam.
Nie wiedziałam jak na to zareagować. Skoro nie miał znaczenia
„człowiek” to o co mu chodziło?
-To
ja też jestem demonem?
-Nie...
Jesteś taka ja my.
Powoli
się domyślałam, ale wolałam mieć pewność.
-Czyli
jaka?
-Magiczna.
Nie
uwierzyłam mu. Niby ja również czaruję?! Wtedy powinny dziać
się, jakieś dziwne rzeczy...CHYBA. Ale nie mam pewności... Nie,
nie, to nie może być prawda. Marcus widząc moją minę,
powiedział:
-To
prawda. Ty również, możesz czarować.
-Ok...
Spróbuję wziąć to na poważnie. Nie potrzebuję jakiegoś
magicznego przedmiotu? Na przykład różdżki?
-Ha
ha, nie. Te wszystkie pierścienie, różdżki, pelerynki są zbędne.
Potrzeba jest siła woli. Nasze uczucia mają wpływ, na siłę mocy.
Ale, zanim będę cię uczył, powiem dlaczego, on sprowadził was.
Proszę, tylko mi nie przerywaj.
Ty
wraz z innymi, którzy byli „porwani” przez NIEGO, możecie
czarować. To właśnie dlatego, zostaliście „uwięzieni”. Sporo
„normalnych” ludzi nie wie, że są czarnoksiężnikami. A
dlaczego was? Ponieważ jesteście czarnoninami. Są to
czarnoksiężnicy, posiadający dodatkowy dar. Gdy wspólnie
połączycie siłę, nikt, żadna ilość czarnoksiężników nie
będzie w stanie was pokonać. Dlatego wspólnie jesteście bardzo
niebezpieczni. W sumie jest was dziewięciu. Nie! Nie przerywaj,
dobrze wiem, że znasz i widziałaś tylko siedmiu. ON uwięził
gdzie indziej dziewiątą osobę. Tak abyście, nie mogli się
spotkać. Wielu dobrych i złych czarnoksiężników, szukało was
wszystkich, niestety tylko jemu udało się was odnaleźć i
złapać... Tak... Ja również szukałem, ale jestem tym dobrym,
zamierzałem wam powiedzieć kim jesteście i nauczyć was tego, z
czym się urodziliście. Inni źli mieli jednak inne plany niż ON.
Chcieli was schwytać, nauczyć magii i wykorzystać. ON jednak
uniemożliwił wam, wszelkich informacji, na temat magii, gdyż
uznał, że moglibyście GO pokonać. Udało mu się tylko jemu,
ponieważ jest jednym z najbardziej uzdolnionym czarnoksiężnikiem,
żyjącym na ziemi. Ciebie złapał ostatnią, iż nie posiadasz
rodziny i wielu znajomych. Zastanawia pewnie ciebie, dlaczego
musieliście podróżować? A odpowiedź brzmi; jesteście
poszukiwani, gdyby za długo był w jednym miejscu, złapali by
wszystkich. Ja na szczęście, również jestem uzdolnionym
czarnoksiężnikiem. Dlatego mnie najszybciej, udawało się was
odnaleźć. Całe szczęście, byłaś ciekawa i złapałaś mnie za
rękę. Hmmm... Dalej nie mam pomysłu, co jeszcze wyjaśnić... A! Z
obrzydzeniem wymawiam jego imię -zrobił kwaśną minę – Edvard
Prine jest poszukiwany, przez czarnoksiężników, iż jest złym
stworzeniem.
Nie
wiem jak wyglądała moja twarz, ale na pewno nienormalnie. Choć
wszystko trzymało się kupy, było nierealne. Patrzyłam na niego z
szeroko otwartymi oczami i lekko rozchyloną buzią.
-Jakieś
pytania? Dzisiaj uczysz się prawdy, jutro będziemy ćwiczyć.
Nie
mogłam wydobyć słowa. Muszę sobie to wszystko poukładać... Moje
uczucia są dziwne, nie da się ich opisać, ale w sumie. Jak ktoś
by się czuł po takiej „prawdzie”?!
-Tam
– on pokazując na schody – jest twój nowy pokój. Widzę, że
nie możesz normalnie funkcjonować, więc idź się połóż.
Nie
wiem jakim sposobem doszłam do pokoju. Pamiętam, że wywaliłam się
na schodach i położyłam na łóżku...
-------------------------------------------------------------------
Następny rozdział, bardziej wyjaśni szczegółowo :)
ciekawe, a nawet bardzo :)
OdpowiedzUsuńnajlepsza był ta scenka w łazience
haha xD to było boskie !
Zapowiada się ciekawie.
Dzięki ;)Ale w następnych rozdziałach nie będzie Alana :(
OdpowiedzUsuńszkoda :(
OdpowiedzUsuń