piątek, 7 grudnia 2012


Rozdział 4

Wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku. To był najgorszy dzień w moim życiu, uświadomiłam sobie, że jestem tak jakby w więzieniu... Chciałabym usnąć, a jednak pytania do współlokatorów nie pomagały zasnąć:
-Czy wy też chcielibyście uciec, uciekaliście już?
-Każdy kto tu trafił próbował uciec. - odezwał się na końcu mężczyzna.
-Wiesz, ale każdy jest na tyle mądry, że uciekał w nocy aby nikt cie nie zauważył. - dopowiedział drugi mężczyzna mający bliżej łóżko.
-Sam nie jesteś lepszy! - zdenerwowałam się.
-Ja?! Mądrzejszy, przystojniejszy, silniejszy, bardziej sprytny...
-Szkoda, że niemiły i nieskromny! - Mocno mnie wkurzył.
Mężczyzna miał mocno brązowe oczy i czarne włosy; ułożone w jeżyka i zgolone po bokach. Był wysoki i szczupły. Nie miał piegów, choć by mu pasowały. Jego równe zęby były zadbane. Ubrany był w T-shirt, widocznie było widać, że jest umięśniony. Miał mocną budowę, więc wydawał się groźny. Trzeba przyznać był przystojny.
-Jak masz na imię? - zwróciłam się do niego, gdy już ochłonęłam.
-Alan.
-Ile już tu jesteście?
-Jaka wścibska...
-Alan rozumiem, że nie polubiliście się, a jednak wole być dla Niny uprzejmy... - uśmiechnął się drugi mężczyzna. - Jesteśmy tu od kilku miesięcy. Jestem Maciek.
Spróbowałam uśmiechnąć się, ale nie za bardzo mi to wyszło. Maciek miał dłuższe, proste brązowe włosy, opadające mu na czoło. Mocno błękitne oczy, widać było z daleka. Miał blady uśmiech i niezbyt szeroki. Szczupły, ale lekko wyższy ode mnie. Miał łagodny i męski głos; uwielbiałam taki.
-Czy...czy on was dobrze traktuje? Nie jesteście głodzeni? Możecie wychodzić na dwór?
-Możemy się najeść do syta, gdy ma dobry humor jest uprzejmy. Owszem możemy wychodzić, ale pod jego pozwoleniem i nie dalej niż Paryż. - dalej odpowiadał Maciek.
-Czy on nas wypuści kiedykolwiek?!
-Nie zapowiada się na to...
-A może zmieńmy temat? - zaczęła Renata. - Na przykład gdzie pójdziemy, aby świętować przybycie Niny? Może jakaś luksusowa restauracja?
-Jeśli mamy świętować to może w pokoju? Radziłbym dobrą drzemkę i na tym zakończymy świętowanie. - wciął się Alan.
-Odezwał się chojrak. - odbiłam piłeczkę. - Sam pewnie nie miał świętowania, a teraz jesteś zazdrosny.
Spojrzał mi prosto w oczy. W jego oczach wypatrzyłam złość, ale zarazem uzupełnienie; uzupełnienie tego czego mu brakowało. Jego źrenice raptownie się powiększyły, ale wciąż na mnie patrzyły. Poczułam się niekomfortowo, po minie Renaty wywnioskowałam, że się zaczerwieniłam. Pewnie dlatego, że Alan mi się podobał. Próbując aby nie zauważył zaczerwienienia wymyśliłam wymówkę:
-Muszę pójść do łazienki, Renata choć ze mną pokażesz mi gdzie ona jest.
Dopiero po chwili zauważyłam, że łazienka jest w pokoju. Alan wybuchnął śmiechem wyszczerzając swoje wszystkie zęby. Renata niepewnie się uśmiechnęła, Maciek zrobił by to samo co Alan, ale powstrzymując się popatrzył na mnie słodko z jego delikatnym uśmiechem. Kobieta wstała i poszła ze mną do łazienki.
Wchodząc i zatrzaskując drzwiami, zaczęła nawijać jak opętana; o tym, że między mną a Alanem coś iskrzy. Nie przejmowała się tym, że za drzwiami Alan z Maćkiem mogą podsłuchiwać. Nie mogłam do tego dopuścić.
-Renata cichoo! Jeszcze usłyszą! Zresztą nic nie iskrzy!
-Spokojnie Edvard zaczarował te drzwi... Mam nadzieję, ze wiesz o co chodzi... Nic nie słychać. Iskrzy i to jak! Twoje zaczerwienienie to niby co?
-Często się rumienię.
-Chciałbym uwierzyć w bajeczkę. On... Jak on patrzył na ciebie. Na mnie to nigdy tak nie spojrzy... I nie tylko Alanowi się spodobałaś! Maciek również niesamowicie miły, dla ciebie!
-Ale ja... Przestań!
-Widzę, że nic z tego nie widzisz ponieważ chcesz iść spać, zapada zmrok umyj się, dołącz do nas. Chyba Alan miał rację co do drzemki... Spokojnie jutro się coś wymyśli!

* * *

-Chyba trzeba ją obudzić...
-Trzeba?! Jeśli tak mówisz, to w tej chwili!
-Dlaczego? Gdy śpi jest przynajmniej cicho i nie pyskuje...
Od razu poznałam, troszczącego się o mnie Maćka, podnieconą Renatę i... Bezczelnego Alana...
-Dłużej nie wytrzymam! Nina! Wstawaj! Nawet nie wiesz co się stało! Akurat kiedy przybyłaś!- krzyczała Renata.
Nie wiedziałam o co jej chodziło. Co się stało? Czy coś się zmieniło? Nieprzytomna wstałam ocierając oczy. Alan parsknął śmiechem, pewnie po wyglądzie mojej fryzury,która była rozczochrana maksymalnie. Zapomniałam włosy zapiąć w gumkę. Widocznie miałam twardy i dłuugi sen. Pierwsze co ujrzałam to dwa niebieskie punkty. To były oczy Renaty. Zanim cokolwiek mogłam powiedzieć, wzięła mnie za rękę i pociągnęła do okna. Nie zrobiło na mnie to większego znaczenia. Jednak coś się różniło... Inne budynki, ulice, drzewa, kolory... Maszerowali trzej żołnierze z karabinami, ich kroki były identyczne. Twarze ich były zimne i odważne.
-Gdzie jesteśmy? Czy jesteśmy kilka przecznic dalej czy co?
-Nie, jesteśmy w Pradze!
-Gdzie?
-W stolicy Czech!
Musiało potrwać kilka sekund, zanim dotarło do mnie to co powiedziała.
-Ale jak?
-Co kilka dni albo kilkanaście, przenosimy się w inne miejsce. Ale tylko wtedy kiedy my śpimy. Nigdy nie wiemy kiedy i gdzie.
-Podróżujecie po całym świecie?!
-Tak... Podróżujemy... - dotarło do mnie, że też jestem w to wpakowana. Zasmuciło mnie to, że tak krótko byłam w Paryżu... Tak chciałam go zwiedzić...
Rozległo się pukanie do drzwi. Jednak osoba nie otrzymując odpowiedzi i tak weszła.
-Witajcie. Przyszłam poznać się z Niną.
-Witaj, to ja. - choć poznawanie nowych osób, nie było złe, to zaczęło mnie męczyć, dużo rzeczy naraz poznawałam. - Ktoś cie przysłał?
-Tak. Ja sama siebie. Zwracaj się do mnie Greta.
-Cześć Greta! - radośnie powiała ją Renata. - I jak tam brat?
-On? Maskara ciągle mnie poniża...Zna wszystkie moje wady i je wykorzystuje...
-Ha ha chłopak dobrze robi! Robiłbym to samo co on gdybym miał siostrę. - nie znałam tej Grety, ale żaden chłopak nie może poniżać kobiety! Alan wyprowadził mnie z równowagi.
-Miałam dużo znajomych, ale musiałam wyprowadzić się nad morze. Żaden chłopak jakiego znałam nie był tak...taki jak ty! - w tym momencie wstałam. - Ci którzy znęcają się nad słabszymi są do du... do bani! Nigdy się nie znęcaj! Greta choć pomogę ci zdyscyplinować twojego brata!
Dziewczyna popatrzyła na mnie z uśmiechem i z podziwem. Widać, że Alan nie może się poddać i przyznać mi rację; to nie w jego typie.
-Jak widać nie znałaś wielu ludzi!
Nie mogłam odbić piłeczki. Popatrzyłam na niego groźnie i odeszłam z Gretą.
-Dzięki.
-Spoko.
-Jakby co mój brat ma na imię Daniel.
-Spoko.
Rozległo się pukanie do przeciwległych drzwi. Otworzył je mężczyzna. Po minie Grety, domyśliłam się, że to TEN Daniel.
-Ooo a jednak, ktoś cie lubi.
-Zamknij się.
-Jestem Nina i przyszłam z tobą pogadać. - szybkim krokiem weszłam do pokoju. - Znęcasz się nad swoją siostrą?
-Tak.
-Dlaczego?
-Ponieważ, przedtem jak tu przyszliśmy, albo cokolwiek to było, ona znęcała się na mnie. Rujnowała mi randki, wyjścia z kolegami, wylewała na mnie sok i tym podobne. Więc teraz postanowiłem zemstę.
-Greto to prawda?
-Owszem.
-Więc ci nie pomogę ponieważ sama narobiłaś bigosu. Choć Daniel, jest jak jest i w takiej sytuacji już zemsta powinna minąć.
Obydwoje dziwnie na mnie popatrzyli. Choć w ich czarnych oczach dostrzegłam pomniejszające się źrenice i były nieprzekonane ,a jednak się uśmiechnęli. Przytulili i podziękowali mi za zgodę.
Gdy wychodziłam znałam już wszystkich z naprzeciwka współlokatorów. Greta, Daniel, Kaja i Piotrek. Wszyscy mili; przynajmniej dla mnie. Zastanawiało mnie też, to że tak łatwo ich pogodziłam. To było zbyt proste... Wątpię aby kiedykolwiek się dowiedziała dlaczego...

2 komentarze: