czwartek, 6 grudnia 2012


Rozdział 3
Szliśmy raz główną drogą, raz skrótami. Nikt się do mnie nie odzywał . Gdy przechodziliśmy koło posągów, lub jakiś zabytków, Edvard mi o nich mówił wszystko co wiedział. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się przed sporym domem. Mnie to przypominało pensjonat. Edvard otworzył wielkie drzwi lekko się skłonił i wyciągnął ręce ku domu. Naprawdę wyglądał jak dżentelmen:
-Zapraszam do środka.
Wszyscy co byli z Edvardem, zrobili dziwne miny, jakby cierpieli, albo byli zaniepokojeni. Zmartwiło mnie to.
-Zapraszam do środka. - powtórzył zdanie. Zrobiło mi się dziwnie, nikt wcześniej nie był tak uprzejmy dla mnie.
Weszłam... Mężczyzna uśmiechnął się złośliwe, jednak szybko zmienił minę.
-Wejdźcie, wejdźcie. Przecież tu mieszkacie. - w jego głosie wyraźnie było słychać mniej uprzejmości.
Podłoga była drewniana, odcień miała ciemny. Na niej był długi czerwony dywan. Po bokach miała złote wzorki. Ściany były jaśniejsze od dywanu, ale równie czerwone. Sufit był biały, a z niego wisiały złote żyrandole z kryształami. Na samym końcu była winda. Wszystko wydawało się luksusowe.
-Idź. - dopiero teraz zorientowałam się, że stoję w miejscu. Wszystko to robiło wielkie wrażenie. Choć korytarz wydawał się długi wcale tak nie był. Po przejściu korytarza po prawej stronie była recepcja. Ominęliśmy ją. Doszliśmy do windy. Ona również była czerwona. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie iż wszyscy się zmieścili do małej windy. Osób było 8 albo 9, a winda dość mała aby pomieścić wszystkich. Na dodatek każdy miał luz. Jechaliśmy na 3 piętro.
Gdy wyszliśmy z windy, ujrzałam taki sam korytarz, tylko że krótszy. Na końcu miał trzy drzwi; dwa po bokach, jeden pośrodku. Zadowolony Edvard przemówił:
-Ten pośrodku jest mój, Nino po prawej jest twój, tam znajdują się twoje rzeczy. Bądź na dole za godzinę.
Połowa grupki poszła do lewego pokoju, Edvard do swojego, moi współlokatorzy już byli w prawym. Zostałam sama w korytarzu. Jednak i tak po chwili poszłam do prawego.
Pokój był o wiele przytulniejszy od korytarzy; był jasnoczerwony. Podłoga już nie była drewniana, a pokryta cała miękkim czerwonym dywanem. Od razu gdy się weszło po prawej stronie była łazienka, tym razem biała. Naprzeciwko było łóżko. Naprzeciwległej ścianie przystawały dwa łóżka. Od południa było jedno łóżko; i to należało do mnie, ponieważ było puste. A od zachodu było okno, a pod oknem szafki (jedna zapełniona przez współlokatorkę). W pokoju była jedna kobieta (oprócz mnie) i dwóch mężczyzn. Usiadłam na swoim łóżku, było niesamowicie miękkie; takie jak uwielbiam. Kobieta była jasną blondynką, o ciemnoniebieskich oczach. Szczupłą, ale niską. Miała piegi, które niesamowicie jej pasowały.
Uśmiechnęła się lekko do mnie i powiedziała:
-Witaj, jestem Renata.
-Cześć, Nina.
Kobieta zauważyła, że nie jestem sztywna, od razu się rozluźniła.
-Mam nadzieję, że podpasuje ci towarzystwo tych dwóch. - spojrzała kontem oka na współlokatorów. Lekko się uśmiechnęłam:
-Nie, nie. Mogą być.
-Zmienisz zdanie gdy pobędziesz tu trochę. - po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Proszę nas nie obgadywać! - odezwał się mężczyzna, widocznie rozbawiony.
-Proszę nas nie podsłuchiwać! - odpowiedziałam. Tutaj cały pokój się roześmiał. Czułam się dobrze. Mili ludzie, Paryż, nowy dom... Właśnie „nowy dom”, a co będzie z moimi znajomymi w Warszawie, co będzie z moim domem? Domyśliłam się, że Edvard chce porozmawiać o tym wszystkim za godzinę. Zamierzam mu podziękować, ale poprosiłabym aby odesłał mnie do domu, starego domu...


Zjechałam windą na dół. Ku mojemu zdziwieniu naprzeciwko recepcji była sofa; wcześniej jej nie zauważyłam. Edvard już tam był. Usiadłam koło niego i zaczęłam rozmowę:
-Nie spóźniłam się?
-Nie, nie... Ja nie lubię po prostu być drugi. - zwrócił się w moją stronę z lekkim uśmieszkiem, odwzajemniłam uśmiech.
-Jakieś pytania?
-Oj tak i to dużo! Jakim sposobem mnie tu sprowadziłeś?
-Dzięki magii. Nie mówiłem ci tego wcześniej?
-Ja usnęłam?
-Tak, ale na minutę.
-Dlaczego mnie? - to pytanie było dla mnie najważniejsze. Mężczyzna popatrzył mi w oczy. Po chwili uśmiechnął się.
-Każdego prosiłem na dół za godzinę. I każdy zadał to samo pytanie. A jednak żaden nie dostał odpowiedzi.
-Magia istnieje?
-Skoro tu jesteś, skoro jest ten dom, skoro jestem ja; oznacza, że tak.
-Ktoś poza tobą ma czarodziejskie moce?
-Tak.
-Kto?
-To tajemnica, do rozwiązania.
-Ale ty wiesz kto?
-Oczywiście.
-Czy odeślesz mnie do domu?
-Nie.
-Dlaczego?!
-Moja odpowiedź nie jest zrozumiała?
-Ale co stanie się z moim domem?!
-Nic.
-A moi znajomi?!
-Już zapomnieli o tobie.
-Ale jak mogli?!
-Przeze mnie. Magia.
-Jak mogłeś?! - mocno się wkurzyłam i zmartwiłam, teraz to nie mam nikogo...
-Jak widać mogłem. Jakbym nie mógł to by pamiętali. Chyba wykorzystałaś wszystkie pytania jakie chciałaś zapytać, prawda?
-Tak... Ale skoro nikt o mnie nie pamięta i mnie nie odeślesz, to, to sama wyjdę! Nie rozumiem dlaczego nikt wcześniej tego nie zrobił!
-Przykro mi, że nie jesteś zadowolona... Starałem się, nawet ułożyłem miękkość łóżka dla ciebie, jak najbardziej lubisz...
W tym momencie podbiegłam do windy, ostatni raz spojrzałam na Edvarda i pojechałam na 3 piętro. Wyszłam z windy, przeszłam korytarz i weszłam do pokoju.
-Idę do mojego domu! On... on mnie dłużej tu nie utrzyma!
-Nina... Naprawdę niepotrzebnie się męczysz... Lepiej zostań i tak to ci nic nie da...
Nie słuchałam go jednak, wzięłam bagaż ale... Zrobiłam kilka kroków z nim, a tu nagle walizka stała się strasznie ciężka... Miała chyba ze sto kilogramów! I to dosłownie. Nie mogłam udźwignąć nawet ruszyć. To na pewno sprawka sztuczek Edvarda, ponieważ teraz nie mogłam jej nawet ruszyć, a wcześniej z nią szłam. Postanowiłam, że pójdę bez bagażu. Ruszyłam ku windy, zjechałam... Pobiegłam w stronę drzwi. Spojrzałam na sofę, Edvard cały czas spokojnie tam siedział. Biegłam, biegłam...
-Ała!! - walnęłam chyba w ścianę. Jednak przede mną nic nie ma. Tym razem powoli podeszłam poczułam ścianę, znaczy sama nie wiem co to było. Jakby powietrze nie pozwalało mi przejść. Już wszystko rozumiałam... Pewnie każdy próbował z tego miejsca uciec i każdy miał tak samo jak ja... Dlatego i oni mi nie pomagali, i Edvard nic nie robił... Zrobiłam z siebie idiotkę. Ale tym to najmniej się przejmowałam. Zrozumiałam, że już nigdy nie opuszczę tego miejsca...

3 komentarze:

  1. Podoba mi się, zaciekawiło mnie, czekam na więcej ^^

    http://cytruska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym Cię osobiście poinformować o zmianie nazwy mojego bloga sheeranatorforever.blogspot.com na sheerio-forever.blogspot.com
    Może Cię to zaciekawić, a jeżeli nie, to przepraszam bardzo za spam.
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń